Poznań – Warszawa – Kraków – Warszawa – Poznań

Najpierw był ten traktor, który sprawiał wrażenie, że zaraz rozpadnie się w dokładnie taki sam pył, jaki unosił się spod jego kół. Zmierzchało, więc te obłoczki kurzu podświetlało słońce, a traktor kolebał się na muldach i słowo daję jeszcze chwilę bym na niego patrzył i rozpadłby się w proch. 

Potem rodzina na rowerach czekająca na przejeździe kolejowym gdzieś przed Strzałkowem. Byli kolorowi i energicznie gestykulowali, nic sobie nie robiąc z tego, że dookoła świat tracił właśnie ostatnie barwy. Byli żywą kropką postawioną na końcu prostego zdania. Za nimi aż po horyzont ciągnęła się polna droga. Dookoła nie było nic. 

I teraz ten spożywczak w Kutnie, wyglądający jak kino z tylnej okładki ?Jadąc do Babadag?. Jeżdżę tą trasą kilka razy w miesiącu i wydawałoby się, że znam ją na pamięć. W ciągu kilku godzin to przekonanie obraca się w gruzy, a ja muszę sobie budować przestrzeń na nowo. I budować można ją tylko z tych obrazów wyświetlających się w ramce okna. Tyłem do kierunku jazdy, tak by jak najdłużej można na nie było patrzeć.

Czas omija Śródkę

srodka2.jpg

Na Śródce czas nie płynie. Tych kilka kwartałów i ryneczek czas dokładnie omija. Wypada trasą warszawską, prześlizguje się po rondzie i wali dwupasmówką w kierunku centrum. A Śródka zostaje z boku nawet nie draśnięta.

W sklepie można kupić tylko wino, piwo i jakąś tanią wódkę. Cała reszta towarów stojących na półkach to tylko element scenografii. Nikt tego i tak nie kupuje, terminy ważności tracą rację bytu.

Dwaj mędrcy stali w bramie, pociągali wino z flaszki o kształcie pamiętającym poprzednią epokę. Jeden grał na akordeonie, a drugi po prostu stał i patrzył. Gdy robiłem zdjęcia nawet okiem nie mrugnęli, zupełnie nic sobie z tego nie robili, a mogli przecież spróbować naciągnąć mnie na kilka złotych na wino. Ale im było obojętne czy ktoś ich utrwali czy nie. W końcu czas ich nie dotyczył.