Komrat – miasto szczęśliwych ludzi. A mimo to można stąd tylko uciekać. Tyle tylko, że nie ma dokąd. No bo gdzie? Do Kiszyniowa? By zejść z bulwaru Świętego Stefana i przekonać się, że tego miasta nie ma? Wobec takich rozczarowań już lepiej zostać w Komrat.
Jaki musi być naród, którego stolicą jest trzydziestotysięczne wygwizdowo, z zakurzonym majdanem pośrodku, na którym bez przerwy ganiają wyleniałe psy?