Płot

Płot mną zawładnął, nie mogę przestać o nim myśleć. Trafiłem na niego rok temu i już wtedy wyglądał tak, jakby zaraz miał zniknąć. Teraz jest z nim jeszcze gorzej, mam wrażenie, że rozpada się od samego dźwięku migawki. Postawili go w siedemdziesiątym pierwszym, żeby zasłonił baraki z ludźmi, którzy postanowili żyć akurat na wylotówce na Warszawę. A właściwie nie „postanowili” a raczej „jakoś tak wyszło”. No i płot postawili bo na dożynki miał przyjechać Pierwszy. A wstyd tak pokazać Pierwszemu, że w Poznaniu mamy slumsy. Więc zastawili i pomalowali na zielono.

plot001

plot002

Płot stoi, albo leży, do dziś. I do dziś żyją za nim ludzie. I kury. I kaczki. Psy, koty, gołębie. Czarne BMW, zdezelowane garaże, domki z trudem wytrzymujące napór nieba. Wszystko miniaturowe – i marzenia, i potrzeby. Pyliste ścieżki ze śmierdzącymi rynsztokami bo bokach, talerze anten satelitarnych, ludzie przed domami – no Słowacja skrzyżowana z Rumunią. I wszystko lekko zdesaturowane.

plot0031

plot004

„Cali biali” Wojciecha Tochmana w Dużym Formacie

„Bo gdzie jest granica między mówieniem prawdy, a epatowaniem. Ten, który mi powie: epatujesz dziecięcym cierpieniem, nie o mnie będzie mówił. Raczej o sobie: tego co wypowiadasz nie potrafię przyjąć, brzuch mnie boli przestań, nie ma we mnie na to miejsca.
Ale czy to jest powód bym przestał?”

„Wciąż mogę odwrócić głowę i nie patrzeć. Mam wybór. Mogę zakryć uszy i nie słyszeć. Po co mi tam znowu jechać? Bilet z Warszawy do Kigali juz kupiony. Ale mogę go zwrócić liniom lotnicznym. Mogę zakryć usta i nie opowiadać. Mogę teraz wyłączyć mój laptop i nie napisać słowa więcej. I może tak zrobię. Nie wiem.”

„Milczymy. Kolejne metalowe drzwi, kolejne białe, mączne placki. Co czuje dwuletnie dziecko kiedy widzi maczetę?O tym teraz myślę. Wierzę, że nie ma w nim strachu, bo niewiele pojmuje. Wierzę, że niewiele czuje, bo ginie w sekundę. Zakrywam oczy. Wiem, że zaraz je szeroko otwrzę by stąd wybiec. Muszę patrzeć pod nogi by nikogo nie dotknąć.

Ucieknę. Zostawię Juliette bez słowa pożegnania, niech pilnuje tu swoich umarłych dzieci. niech stoi dalej jak posąg, kamienna. Niech czeka. Dumna strażniczka swojego Murambi. Nie jest ono moje.

A jeśli nie wybiegam z domu umarłych, to  tylko z lęku, że wybiegając zobaczę w swych rękach maczetę”

Źródło: Duży Format  – Nr 14/822 6IV 2009

Trzy grzechy główne drogowców w Poznaniu – Polska Głos Wielkopolski 3.04.2009

marcinhyla

Według oficjalnych statystyk rowerzyści w Polsce biorą udział w mniej więcej co dziesiątym wypadku drogowym. A udział ruchu rowerowego w całym ruchu drogowym to zaledwie 1 procent. I nie można uznać, że wszystkie te wypadki spowodowali pijani, nieoświetleni i brawurowo jadący środkiem drogi cykliści. Skąd więc ta nadwyżka ? dziesięciokrotne przebicie!? Między innymi stąd, że infrastruktura rowerowa ciągle jest niewystarczająca, a ta którą się tworzy, nie spełnia europejskich standardów. W Warszawie więcej niż co czwarty wypadek z udziałem rowerzystów zdarzył się na skrzyżowaniu z działającą sygnalizacją. Mamy więc fundamentalny problem, bo skrzyżowania z sygnalizacją powinny być w 100 procentach bezpieczne, a nie są. To nie przypadek. Winne są albo złe przepisy, albo niewłaściwa inżynieria ruchu.

Poznań staje się symbolem rowerowego paraliżu. Tutaj nic się nie da, a urzędnicy ciągle próbują na nowo wynaleźć proch. Przez to Wasze miasto pozostaje w tyle za rowerowym peletonem . O rozwoju rowerowej infrastruktury z Marcinem Hyłą rozmawia Filip Springer

Czytaj dalej