Miesiąc: Wrzesień 2009
M. w szafie
Pola bitew współczesnych fotoreporterów
Na Lens Blogu New York Times’a jest dość ciekawa opowieść o losach Benjamina Lowy. O tym jak szukał pracy w mieście i jak go odsyłali z kwitkiem. W krótkim fotokaście fotograf opowiada jak jednego dnia fotografował wojnę w Iraku i przeżył atak zamachowców – samobójców, drugiego dnia został wysłany na Tydzień Mody w Milanie. I niby wiadomo, że tak jest, że „się jeździ”, że ciągle w ruchu, w podróży, że „żyjesz na walizkach”. Ale jak się słucha gdy on tak spokojnie porównuje oba „pola bitew” – to w Iraku i to na tygodniu mody w Milanie, jak głównym jego problemem jest znalezienie odpowiedniej estetyki dla każdej z tych „wojen” to jednak robi się człowiekowi jakoś nieswojo.
Miało być o przedmieściu (ale znowu zupełnie nie wyszło)
Stasiuk w Lampie
Najnowszy numer Lampy publikuje obszerny (delikatnie mówiąc) wywiad ze Stasiukiem. Trochę szkoda, bo momentami Stasiuk nie mówi tam zbyt mądrze, ale to może dlatego, że dziennikarz zbyt mądrze nie pyta. O zdjęciach szkoda gadać.
Ale i tak warto kupić ten numer i przeczytać. Mi najbardziej podobał się fragment o Rosji:
„Jednak z tą Rosją masz więcej wspólnego(…) Rumunia jest egzotyką, a Rosja jest swojskością. To jest wstrząsające, przejechałeś siedem tysięcy kilometrów i czujesz się kurwa jak w Siedlcach. Wysiadasz z samolotu w Irkucku i nic nie jest w stanie cię zaskoczyć, ponieważ wszystko znasz – architekturę, twarze, gesty. Chociaż na ulicy dużo jest Buriatów i Chińczyków to w materii cywilizacyjnej- Siedlce, Sokołów Podlaski”
Z tym wywiadem mam jeszcze taki kłopot, że po jego przeczytaniu już nie chcę czytać „Taksima” (wychodzi jakoś na dniach). Już wiem co autor chciał powiedzieć. Szkoda.
Nowe galerie
Zwolniła się posada
Rudy dostał wiosłem
Under the bridge
Ryzykownie, nieromantycznie
Mnie te jej zdjęcia ścinają wprost z nóg, odbierają mowę. I nie dlatego, że są estetycznie piękne. Zupełnie nie są. Są za to mocne, tak bardzo, że od niektórych nie da się oderwać wzroku.
W „Skwerze” było dziś spotkanie z Lydią Panas, która swoje fotografie z lat 2005-2008 prezentuje w Yours Gallery. Spodziewałem się tłumów, tłumów nie było. Spodziewałem się rozmowy, było trochę czytania z kartki. Ale i tak było spoko.
fot.Lydia Panas / www.yoursgallery.pl
„Zdjęcia jakie robię i jakie pokazuję nie są najwygodniejszymi fotografiami jakie mogłabym robić. Są skrajnie nieromantyczne. Proszę ludzi by stanęli razem przed obiektywem, spojrzeli na mnie i pozwolili mi patrzeć na siebie. Nie inscenizuję, nie dyryguję, po prostu obserwuję, przestrzeń jaka powstaje między poszczególnymi osobami, oraz pomiędzy mną a nimi. Nie wiem co z tej obserwacji się wyłoni, nie mam koncepcji z jaką chcę konkretnych ludzi sfotografować, po prostu patrzę i gdy w trakcie tego patrzenia poczuję jakąś więź, związek – wtedy wciskam spust migawki. Nieprzewidywalność tych zdjęć jest przerażająca i intrygująca jednocześnie. Ale wiąże się z ryzykiem, że sfotografuję rzeczy, od których ci ludzie odwracają głowy. To bardzo niebezpieczna gra”.
Chcieliśmy jeszcze po spotkaniu iść popatrzeć na te zdjęcia. Ale Yours już był zamknięty.