Miesiąc: Marzec 2010
Tak się kończy wiosenna brawura
Wywiad Żakowskiego z Leszkiem Kołakowskim: „Świat nie jest od tego, żeby nas karmił szczęściem i upojeniem. Świat nie jest czymś, czego możemy użyć by zdobyć szczęście”. Za pierwszym razem gdy to przeczytałem umknęło mi jedno „nie”. Wychodziło, że „świat JEST czymś, czego możemy użyć by zdobyć szczęście”. Wtedy mi się bardziej podobało. Więc postanowiłem w to profilaktycznie nie wierzyć.
Do tego Maciej Pastwa pisze z Punta Arenas, że powinienem natychmiast tam przyjechać, a K. podsyła mi cytaty z Turgieniewa. Powoli wszystko układa mi się w spójną całość.
Pojechałem dziś na Koniec Świata. Tak lokalsi mówią na przełom Bobru i „wpytewysoki” most kolejowy. Trafiłem tam przypadkiem, jechałem do Siedlęcina, bo Jacek Jakubiec mi powiedział, że jest tam kawałek Miedzianki. Rzeczywiście był.
Mniej więcej tyle zostało z pałacu Stolbergów. Część jeszcze w latach sześćdziesiątych wpadła do kopalni. Ot cały magazyn żywnościowy kompanii wojska pewnego dnia wylądował 9 metrów pod ziemią. A potem to już samo poszło. Jeszcze Cyganie tam konia zarżnęli, a potem to już ruina i „na geologii wszystko się proszę Pana kończy”.
W Siedlęcinie w ogóle jest spoko, na ścianach jest komiks o Lancelocie, a obok tych szczątków Miedzianki jakiś dzieciak układa ognisko.
Gdy przyjechałem do domu znalazłem na szybie w kiblu dowód przyjścia wiosny. Muszę uważać bo też tak skończę
Tutaj soundtrack do wycieczki.
„Tylko krzyczeć nie mogę” w Polityce
Pięć całkiem nowych Klatek
Audio z frontu
Wiele wskazuje na to, że wkrótce znów będę musiał sobie kupić paczkę polaroidów.
Tymczasem można posłuchać o trudnych warunkach pracy reportera w pobliżu Amstaffa „groźnego tylko z pyska” (podobno). Natasza mówi, że brzmi jak „mały pimpek”. Otóż można o nim wiele powiedzieć, ale nie to, że był „pimpkiem”. (mamo, tato trzeba kliknąć w „psa”)
W czwartek zaś pan Bronisław, geolog z Miedzianki objawił mi prawdę uniwersalną o świecie: „Na geologii proszę Pana wszystko się zaczyna w świecie i na geologii się kończy”. Trudno się z tym nie zgodzić.
Jutro najważniejsza z dotychczasowych rozmów. Pojutrze Poznań na chwilę.
Obcowanie ze sztukom
W szkole – żywicielce wystawa RE-KREACJE będąca dokumentacją działań artystycznych Macieja Kuraka w ciągu ostatnich 10 lat. Fajne repetytorium. Jest też dokumentacja „Latawca” dla wszystkich niedowiarków.
Szkoła – żywicielka jest fajna zwłaszcza wieczorami. Dookoła rzeźby Abakanowicz jeździ pani na takim czyszczącym podłogi traktorku i kabel owija się wokół rzeźby. Więc co kilka okrążeń trzeba zejść z traktorka i odwinąć kabel. Worki ze śmieciami opierają się o ścianę wymalowaną przez Tarasewicza a na gigantycznym drewnianym bananie wisi kartka – „Prosimy nie siadać na eksponatach”
Moleskiny podrożały, a Euro potaniało. Cud ekonomii. Zaczynam piąty notes. Wypiłem dziś pierwszą wirtualną kawę. To nieprawda że komputery odczłowieczają.
„Płakać się chciało gdy się patrzyło jak niszczą ten piękny browarek”
Działkowicza 35
Poszedłem dziś do centrum. Postaram się więcej sobie tego nie robić.
„Kapitan” spisał się na medal. Co prawda z rana jeszcze odchorowywał wczorajsze imieniny ale i tak dzielnie trzymał się na nogach. To ja dwa razy przywaliłem o lód. Za drugim razem już się nie śmiałem. Ale wczoraj z nóg zwalały głównie historie – Wójcikowej co umierała trzy razy i Szczepańskiej, którą za młodu pędzili ze Śląska Opolskiego aż tu. Pamiętała tylko noc w pałacu na Miedziance. Bo wszystkie inne noce spędziła w stodołach. Miała 8 lat. Był koniec stycznia 1945 roku. Wspomina jeszcze łunę nad Dreznem. I dudnienie.
Wróciłem nocą. Kierowca nic sobie nie robił z lodu na drodze. Ja sobie nic nie robiłem z kierowcy. Miałem kronikę Franzky’ego. Wcześniej nie miałem pojęcia o jej istnieniu.