Mistrz ciętej riposty

Nowin ciąg dalszy. Dziś kryminalnie:

„W dniu 18.08.1984 roku Ryszard P. będąc pod wpływem alkoholu zaczepił Wiesława M. żądając od niego pieniędzy poprzez użycie sformułowania „Postaw piwo frajerze”, a gdy ten odmówił uderzył go w twarz. W podobny sposób Ryszard P. próbował wymusić 2 zł od innego przechodnia.

Świadkiem zajścia była Teresa H. która zwróciła grzecznie uwagę długowłosemu „hippiesowi”, że powinien zabrać się do uczciwej pracy zamiast wyłudzać pieniądze i bić starsze osoby. W odpowiedzi otrzymała cios w szczękę, przewróciła się i straciła przytomność”

Od kultury słowa do kultury obrazu

Trzeba kliknąć —> a-zdjecia-macie ?  …czyli o trudach reportera ponownie.

Pojechałem wczoraj na Miedziankę. „Pojechałem” to duże  słowo, bo jeszcze nigdy nie udało mi się wjechać rowerem na szczyt. Mniej więcej od krzyża pokutnego muszę prowadzić – jest za stromo i wysiadam. Koło grobu Ueberschaera znalazłem butelkę z browaru Franzky’ego. Zabrałem ją do domu i trochę się tym przeraziłem  bo mam taką wizję jak siedzę na tym moim poddaszu w 2035 roku obstawiony takimi śmieciami i krzyczę na ludzi „Jeszcze nie gotowe!”.

Nowiny z „Nowin”

Nowiny Jeleniogórskie ? dziś 1966

„Do chrzanu z takim sklepem”
Droga Redakcjo! W Miedziance jest sklep spożywczy, który sprzedaje wino uczniom klasy piątej szkoły podstawowej. Chłopcy zachęcani przez sprzedawców kupują alkohol, a potem wypijają go w okolicznych ruinach i tak podochoceni zaczepiają przechodniów rzucając w nich kamieniami.
24 lutego 1966

Wino tylko na kartki
Droga Redakcjo! W odpowiedzi na notatkę krytykującego sprzedaż alkoholu nieletnim przez sklep w Miedziance wyjaśniam, że wino sprzedałam chłopcu, który przyniósł kartkę od matki z poleceniem zakupu wina.
24 marca 1966

Odpowiedź redakcji:
Lepiej żeby pani na taką kartkę od mamy sprzedawała dziecku chleb albo masło, a nie wino.

Idąc do domu liczyłem flagi

Na mojej ulicy była jedna. Taka mała, samochodowa, przyczepiona do balustrady schodków wiodących do wnętrza domu.

Żurek niby ze mną rozmawiał ale patrzył w telewizor, jego żona miała czerwone oczy i o czym by nie zaczęła mówić to przerywała w połowie. U Filiczkowskich było to samo. Pan Eugeniusz starał się być trochę dziarski – Wypłakałem się przed południem – mówił.

Jego żona dała mi to zdjęcie swojego ojca. Historia jaka się za tym zdjęciem kryje obezwładnia tak jak cały dzisiejszy dzień.

kaczo1

Nie jesteśmy Chrystusem Narodów, po prostu często dostajemy po dupie i wtedy lubimy tak myśleć. Kraj pełen ziemniaków, a w takich chwilach człowiek czuje się częścią tego grajdoła.

Czytałem wiersze w tramwaju

roszak

„Poetka, której się udało” obdarowała mnie dziś  dziełem. Na okładce są gołębie, bo Roszak nienawidzi gołębi, a w jej głowie czai się całkiem zacna myśl o ich bolesnym unicestwianiu. Kiedyś jej w tym pomogę.

Mniejsza z tym. Powinny mnie urzec wiersze i jeszcze urzekną, najpierw urzekła mnie jednak dedykacja. Tomik wyrwany z gniazda rodzinnego. Jak Roszak dostanie Nobla ja zbiję na tym egzemplarzu fortunę.

Więcej Roszaka tutaj