Gdy PKP zacznie jeździć punktualnie świat pęknie na pół, a z powstałej w ten sposób szczeliny wypłynie czarna maź i pochłonie cały świat. Dlatego nie jeździ. Wczoraj również – dlatego zamiast przesiąść się kulturalnie z jednego pociągu do drugiego utknąłem na chwilę we Wrocławiu, wypiłem colę, zrobiłem jedno zdjęcie i pojechałem dalej. Po drodze poznałem dziecko, któremu okrutni rodzice dali na imię Aurora.
Miesiąc: Lipiec 2010
Leszczyńska od Leszna w Warszawie od Warsa i Sawy
Superjednostka jest super
Białołęka zamiast Białegostoku
Trasą ze Śląska do Warszawy mógłbym jeździć bez przerwy. Mam ambicję zaliczyć po drodze wszystkie stacje benzynowe i zajazdy. Są niemożliwe.
Niemożliwe są też upały więc jedynym rozwiązaniem jest znaleźć klimatyzator i pod nim usiąść albo ewentualnie go ukraść. Tylko wtedy trzeba by z nim iść. Tracę cierpliwość do tego klimatu mniej więcej 5 minut po odejściu od klimatyzatora.
Jadąc tu wczoraj mijaliśmy wielki billboard, na którym ktoś ręcznie napisał ” Sprzedam gilotynę”. Brakowało podpisu Ludwika XIV albo ktoś równie przyjemnego.
W „Fotografii”
Hallam Foe
Zupełnie nie wiem dlaczego dopiero teraz obejrzałem Hallama Foe. Filmy o takich freakach powinny być zakazane (jeszcze Igby goes down). Robią ludziom jogurt z mózgu. Ścieżka dźwiękowa do nich też. Ścieżkę dostałem za wcześnie, film obejrzałem za późno. Na jedno wychodzi. Hallama Foe lubię jeszcze za szkocki akcent i sceny kręcone o zmierzchu.
W weekend w Szczecinie zobaczyłem Stołczyn i podobno już nic więcej w życiu, a przynajmniej w Szczecinie mnie nie zaskoczy. Dziś zadzwonił Pan Heniu. Mówi mi, że jak przyjadę następnym razem to pokaże mi prawdziwy bunkier atomowy i inne cuda. Nie mogę się doczekać.
W Warszawie , gdzieś między Bazarem Różyckiego a Wileńskim jest takie bistro tureckie, w którym jest brudny stół z czerwonym obrusem, białe kafelki i jarzeniówka. Telewizor gra tam same tureckie hity. Zjedzenie tam czegokolwiek zapewne grozi zapaleniem wątroby, albo rocznym rozstrojem żołądka. Nigdy nie byłem w środku, ale gdybym był dziś w Warszawie to bym tam poszedł. 37 stopni zobowiązuje do zachowań irracjonalnych.
Pora umierać
A – PRO – POSITIVE teamu Bielatowiczów jest strasznie spoko i wcale nie dlatego, ze nakręcili o mnie teledysk 🙂