
No więc zaczęło się od tego, poszliśmy na „Wall Street 2”. Gekko mówi tam o gorączce spekulacyjnej w Holandii z 1637 roku. Wszyscy dostali szału na punkcie cebulek tulipanów. Wszystko nabiera nowych znaczeń w kontekście aktualnych problemów. Przypomniałem sobie, że o tym samym pisał Herbert w „Martwej naturze z wędzidłem”. Czytałem to na początku liceum, więc niewiele zrozumiałem. Dziś miałem kilka wolnych chwil między jednym spotkaniem, a drugim więc wszedłem do księgarni i kupiłem.
Zacząłem czytać w tramwaju, do fragmentów o tulipanach jeszcze nie dotarłem ale już mi nie zależy. Znalazłem za to definicję czegoś, czego do tej pory sam nie umiałem zdefiniować.
„Atak alienacji, ale łagodny, jaki dotyka większość ludzi przeniesionych w cudze miejsce. Poczucie inności świata, przekonanie, że wszystko to co się wokół dzieje, nie bierze mnie samego w rachubę, że jestem zbędny, odtrącony, a nawet śmieszny z tym swoim groteskowym zamiarem obejrzenia starej wieży kościelnej. W stanie wyobcowania wzrok reaguje szybko na przedmioty i zdarzenia najbardziej banalne, które dla oka praktycznego jakby nie istniały”
Brzmi depresyjnie , ale jak się nad tym zastanowić to wcale takie nie jest. Kwestia umiejętności dziwienia się.
Zdjęcie jest spod ziemi.