Czasami nie ogarniam

Warszawa - 26.09.2010
Warszawa - 26.09.2010

No więc zaczęło się od tego, poszliśmy na „Wall Street 2”. Gekko mówi tam o gorączce spekulacyjnej w Holandii z 1637 roku.  Wszyscy dostali szału na punkcie cebulek tulipanów. Wszystko nabiera nowych znaczeń w kontekście aktualnych problemów. Przypomniałem sobie, że o tym samym pisał Herbert w „Martwej naturze z wędzidłem”. Czytałem to na początku liceum, więc niewiele zrozumiałem. Dziś miałem kilka wolnych chwil między jednym spotkaniem, a drugim więc wszedłem do księgarni i kupiłem.

Zacząłem czytać w tramwaju, do fragmentów o tulipanach jeszcze nie dotarłem ale już mi nie zależy. Znalazłem za to definicję czegoś, czego do tej pory sam nie umiałem zdefiniować.

„Atak alienacji, ale łagodny, jaki dotyka większość ludzi przeniesionych w cudze miejsce. Poczucie inności świata, przekonanie, że wszystko to co się wokół dzieje, nie bierze mnie samego w rachubę, że jestem zbędny, odtrącony, a nawet śmieszny z tym swoim groteskowym zamiarem obejrzenia starej wieży kościelnej. W stanie wyobcowania wzrok reaguje szybko na przedmioty i zdarzenia najbardziej banalne, które dla oka praktycznego jakby nie istniały”

Brzmi depresyjnie , ale jak się nad tym zastanowić to wcale takie nie jest. Kwestia umiejętności dziwienia się.

Zdjęcie jest spod ziemi.

Gdybym mógł

odkrywka

Jeszcze zdjęcie z zamkniętej odkrywki w Kleczewie.  Zrobione tak przy okazji, a nie w jakimś konkretnym celu.

Po dwóch tygodniach jeżdżenia „żółtą strzałą” wsiadłem dziś na rower i na nowo musiałem się uczyć na nim jeździć. Na światłach nie „odchodzi”, jakoś tak twardo, wysoko i pedałować trzeba. Zgrzałem się niemożebnie.

Dziś było ciepło, ale zwykle jest już zimno i wieje. Gdybym mógł pojechałbym dziś do Bray, a potem plażą poszedł do Greystones. Na Brayhead zapiąłbym kurtkę pod szyją, przed portem porzucał kamieniami do morza. Namiętnie słucham Mono – Hymn To The Immortal Wind.

Sokół Kleczew – LKS Gołuchów

Kleczew - 18.09.2010
Kleczew - 18.09.2010

Mecze czwartej ligi nieustannie mnie wzruszają. Tym że im wszystkim tam się chce – piłkarzom grać mimo delikatnej nadwagi, kibicom kibicować, wymyślać przyśpiewki, denerwować się i rzucać przekleństwami, sędziom nie odwalać tego byle jak. Sędziowie zachowują się tak jak na Lidze Mistrzów. Tylko te stogi siana w tle.

Sokół Kleczew, biało- zielona duma. Tydzień temu wygrali z Dąbrowszczanką Popowo, więc teraz byli faworytami.  Kibiców przyszło może ze dwudziestu, spiker wyłowił mnie z tłumu i powitał „przedstawicieli prasy”. Potem zaczęli grać, a kibole otwierać „Harnasie”. Było zimno, wiał wiatr, a od strony odkrywki nadciągały granatowe chmury. Na murawę leciały liście. Mógłbym tam siedzieć kilka godzin, ale mecz trwał krócej. Już w trzynastej minucie trybuny były absolutnie przekonane, że sędzia jest chujem.  W dwudziestej siódmej było wiadomo, że to wszystko przez Jabulani.

„Na robaku”

Gdy wyjeżdżałem we wtorek powiedziałem w sklepie na dole, że nie będzie mnie do czwartku i żeby się nie martwili bo jadę fotografować rybaka. Obsługa sklepu się zmieniała więc jedna pani do drugiej napisała taki liścik. Jest bardziej niż wzruszający.

reporter

Podobno człowiekowi do pełni szczęścia potrzebne są wyższe uczucia, jakaś miłość, sztuka, zdrowie swoje i najbliższych i inne takie.  Mi wystarczyło pół kilograma wędzonych sielaw, które „Robak” Zbyszek wyciągnął z wędzarni, zapakował w papier i wepchnął mi w ręce. Po drodze kupiłem chleb, masło i zimną colę. Wracałem o zmierzchu  słuchając Iron&Wine. Jeśli ktoś mnie kiedyś zapyta o definicję raju to z braku alternatyw powiem o tym. Nie musi być nawet tych 40 dziewic. W drodze do domu oczywiście się zgubiłem i na chwilę trafiłem gdzieś koło Suszewa w takie rejony. Nie wiem gdzie to jest, nie trafiłbym tam drugi raz.

Lubię moją pracę.

suszewo001

Król Youtuba

przyjezierze003

Nie wiem czy jest pijany. Być może trochę, ale nie bardzo. Zabiera stolik ze sklepu „U Długopisa” i rusza na ulicę.  Nikt nie protestuje. Jest niedziela,  ostatnie czknięcia lata w Przyjezierzu. On stawia stolik na środku ulicy i zaraz by na nim tańczył ,  a gawiedź by filmowała komórkami. On byłby znów królem Youtuba, gdyby nie ochroniarze, co w srebrnym jeepie też są królami tyle, że całej wioski. Zwykle śpią w zaparkowanym wozie postawionym w jednej z bocznych uliczek. O zmierzchu można ich przestraszyć przechodząc tuż koło ich auta.  Ale nie dziś. Dziś pokazują, kto rządzi.  Licytacja trwa krótko, potem królowie odchodzą w glorii swojej chwały.