
Syn pana Józefa zaczepił mnie dziś i mówi:
– W grudniu był tu też taki jeden fotograf, cały w tatuażach, spał w tym pokoju co ty. Pocykał trochę fotek i pojechał. Mam jego wizytówkę.
Na wizytówce jest napisane Pep Bonet/ NOOR.
Ciekawe czy Bonet dostał grzejnik do pokoju. Ja mój dostałem rano i od tej chwili życie stało się piękne. Wcześniej różnie bywało.
Gdy tylko przestawało na chwilę padać biegłem robić zdjęcia. Niby wiedziałem co zobaczę, niby o tym czytałem. Na żywo to jednak zupełnie co innego. Wszystkie, dosłownie wszystkie pomosty w Przyjezierzu stoją na suchym lądzie, niektóre wśród wysokich na dwa metry krzaków. Jutro jadę do kopalni, żeby zobaczyć gdzie to wszystko się zaczyna.