W Dziwnowie nie było takich dylematów. W latach świetności działało 9 knajp , w których można było kulturalnie wypić. O knajpach i o tym co potem można posłuchać tutaj -> Pijanstwa . Gdy lokale się zamykały rybacy chodzili „na beczki” nieopodal Belony. „Beczki” to była dziesiąta knajpa czynna całą dobę.
Miesiąc: Luty 2011
Co jest ważne
Nieopodal dworca Warszawa Włochy budują osiedle mieszkaniowe, które zgodnie z informacją umieszczoną na płocie będzie się nazywało Zielona Italia. Po osiedlu Sand City w Piasecznie i Płudach Village na Białołęce to mój absolutny top jeśli chodzi o debilne nazwy osiedli. Choć mam przeczucie, że ostatnie słowo nie zostało jeszcze powiedziane. Architektura Zielonej Italii na pewno olśni. Wojtek Sienkiewicz już nazwał ten styl i uważam, że ta nazwa powinna wejść do słowników współczesnej architektury. Lepszej nie będzie – chuizm
Moje osiedle nazywa się nadal tak samo i hula po nim wiatr. Śnieg już niemal zupełnie zniknął.
Ze szczytu
Grecki epizod
Rybacy nie fotografują morza
Dziś spotkała mnie jedna z najdziwniejszych rzeczy w życiu. W stoczni miła pani powiedziała mi, że nie może pozwolić mi fotografować, gdyż jakiś czas temu był tutaj pewien fotograf i robił zdjęcia, a wyjeżdżając zastrzegł, żeby już nigdy żadnego fotografa nie wpuszczać, bo się będą zdjęcia powtarzały. Chętnie spotkałbym tego pana, najlepiej w ciemnej uliczce. Uprzejmie go informuję, że zdjęcia i tak wykonałem, więc pewnie będziemy mieli „takie same”.
Na archiwalnych zdjęciach jakie udało mi się wyciągnąć od rybaków nie ma morza. Tzn. jest ale zawsze w tle, kompletnie nieistotne. Są kutry, ryby, port, przetwórnia. Jest nawet fotografia kibelków w Belonie. Wczoraj jeden z rybaków przeglądając album trafił w końcu na jedno zdjęcie, na którym jest plaża i kawałek morza. Popatrzył i mówi:
– A to jakieś morze. Nie wiem po co zrobili…
Dostałem wczoraj film, który nagrał jeden z rybaków, gdy jego kuter wychodził z portu na kasację. Powiedział, że lepiej, żebym sobie to obejrzał, bo on nie za bardzo umie mi to opowiedzieć. Dziś zadzwonił i zapytał co o tym myślę i jak mi się podobało. Szczerze mówiąc odebrało mi mowę.
Zgoda buduje
Lubię miasta zabite dechami. Otwierają je tylko na lato, zimę prawie nikogo tutaj nie ma.Usłyszałem dziś opowieść o rybaku, któremu pękło serce bo musiał wrzucić do morza tonę dorsza złowionego mimo limitu połowowego. Do portu nie mógł z tym wrócić więc musiał ryby wypuścić. Potem umarł na zawał.
Mieszkam w „Morskich Opowieściach”. W telewizji leci Truman Show, Natasha McElhone zaraz będzie zbiegała po schodach.
The Naked and Famous
znowu ontheroad
W górach próbowaliśmy śpiewać stare, harcerskie piosenki, ale okazało się, że z każdej pamiętamy tylko jedną- dwie zwrotki. Nawet górskie evergreeny kończyliśmy lekko zażenowani w połowie.
W drodze powrotnej trafiło mnie dopiero gdzieś pod Żmigrodem. Jechaliśmy jakimiś zadupiami, na polach stała woda, wszędzie było niebiesko. Brakowało mi kawy bo wypiliśmy wcześniej i nie chcieliśmy się już więcej zatrzymywać. Z resztą i tak nie za bardzo było gdzie. Jechaliśmy więc i można było tylko na to patrzeć. Na słupkach przy drodze siedziały myszołowy. Naliczyłem chyba z pięć sztuk. Żaden nawet nie drgnął gdy je mijaliśmy – miały nas w dupie.
Cena władzy
Łukasz i ekipa byli ostatnio na Kilimanjaro. Schodząc zatrzymali się w jakiejś wiosce, pogadali ze starszyzną i wodzem. Chłopakom spodobał się jego tron. Wygląda trochę jak nocnik ale był ponoć najfajniejszym siedziskiem w całej wiosce. Negocjacje trwały kilka chwil – tron został sprzedany za trzy białe krzesła ogrodowe. Obie strony są przekonane, że zrobiły interes życia. Teraz tron stoi w kącie na Zwycięstwa i nadal pachnie dymem z ogniska. Wczoraj na nim przez chwilę siedziałem. Byłem królem wioski.