Ciągle pada

W Dziwnowie ciągle pada i wieje wiatr. Króluje polski outdoor, tylko, że trochę w krzakach. Wyjmie się na lato i będzie jak znalazł.  Pasemka blond za cztery dychy. „Chiński kebab” u polskiego wietnamczyka kosztuje 14 złotych albo 4 euro. Na drzwiach jest kartka zabazgrana długopisem ” Dziś czynne od 14. Dziękuję”.  Wczoraj też tam była. Karmią dobrze, dużo frytek. Wybrzydzać nie można bo to jedna z dwóch otwartych knajp. Ta druga jest za daleko.  Zaraz obok jest sklep monopolowy Smuggler, co w przygranicznym miasteczku nabiera niepowtarzalnego uroku. Nawet jeśli granicy już nie ma.  Polska wersja tej nazwy brzmiałaby pewnie „Przemycik” albo coś równie finezyjnego.

Dziś usłyszałem historię o Bronku rybaku, który w latach 70-tych tyle zarabiał, że jak się napił to wzywał dwie taksówki. Jedna wiozła jego, a druga jego rybacki kapelusz.

Z ważniejszych wydarzeń – dziś na cmentarzu był pogrzeb.

samskeyti

Na rogu Drewnianej i Topieli w Warszawie przytrafiło mi się wczoraj coś takiego. Muza to samskeyti Sigur Ros. Samskeyti to podobno po islandzku tyle co potrząsać. Albo skrzyżowanie.

Wojtek, nie ważne kto pierwszy zauważył, że tych płotków nie ma

Dom Igloo we Wrocławiu projektu prof. Witolda Lipińskiego. Gdy pokazał murarzom co chce wybudować powiedzieli mu, że ich ściany walą się nawet wtedy, gdy stawiają je prosto, więc krzywych tym bardziej nie będą budowali.

Dwa dni we Wrocławiu, a jakby cały tydzień. Z Wojtkiem dyskutujemy o ogródkach działkowych w Brzegu. Tzn nie tylko bo to jeszcze nie ten wiek ale również o nich. Zdumiewające, ale obaj niezależnie zauważyliśmy, że to chyba jedyne (na pewno nie jedyne ale dobrze jest tak myśleć) ogródki działkowe w Polsce, których wewnętrzna przestrzeń nie jest podzielona płotkami.  Staraliśmy się odtworzyć, kto wpadł na to pierwszy. U siebie znalazłem taki wpis z 2 marca 2008 roku:

„…A potem piekarnia w Tarnowie. Z tą staruszką, która wyglądała jak wieszczka z baśni przekwalifikowana na sprzedawczynię czerstwych buł. Miała cały sklep pieczywa niemożebnie napompowanego powietrzem. Z francuskich i rogali wypływały wątłe strużki zaschniętej marmolady, pewnie najtańszej jaką można było kupić. Na ścianie powiesiła jeszcze kartkę „Chleba z przeceny nie kroimy”. Chciałem zapytać dlaczego. Czy on się nie nadaje do jedzenia w kromkach? A jeśli dopłacę do przecenionego chleba to czy wieszczka mi go pokroi? Czy chleb z przeceny da się pokroić za dopłatą?

Jedziemy dalej. W Opolu dopadają mnie filozoficzne klimaty. W Brzegu, nieopodal stacji kolejowej przy torach spłachetek łąki zagospodarowany pod ogródki działkowe, które nie są otoczone płotkami. Pierwszy raz widzę coś takiego”

Jest szansa, że to nietypowe dla Polaków poczucie własności reprezentowane przez działkowiczów w Brzegu rozleje się na cały kraj, obejmie osiedla, parki, skwery. Znikną płoty i mury, ludzie będą sobie ufać. Tymczasem na Gądowie ogródki działkowe nadal otoczone wszystkim czym popadnie. W okolicy nie ma też chodników. Kto dziś chodzi pieszo?