Miesiąc: Maj 2011
O Dziwnowie w Gdańsku
Od jutra na Zielonym Moście w Gdańsku moja wystawa o dziwnowskich rybakach (więcej o wystawie TUTAJ).
Zawsze te rybackie tematy za mną łaziły, albo ja za nimi – Dziwnów wieńczy dzieło. Trzy miesiące jeżdżenia i pływania. Będzie mi trochę tego brakowało.
Cały projekt był przygotowywany dla Greenpeace Polska. Wszystko przy okazji Europejskiego Dnia Morza 2011. Do Gdańska zjeżdżają jutro same ważne głowy od ryb. Chcieliśmy pokazać co zostało po transformacji polskiego rybołówstwa po wejściu do Unii i co to oznacza dla Bałtyku. Dziwnów jest tylko przykładem.
Z dziewczynami z Greenpeace’u strasznie fajnie się pracowało – jeśli miałbym mówić o wzorcowej relacji między fotografem, a zleceniodawcą to ta była jej bliska. Wielkie dzięki!
Jutro o 13:30 jest otwarcie wystawy – będą ludzie w krawatach i wegetariański catering więc mięsko trzeba przynieść swoje. W lipcu wystawę będziemy pokazywać w Dziwnowie.
Pokój 603
Jeszcze z Nałęczowa – Liceum Plastyczne
Nad Dziwną
Dalekie wglądy
Nowe Warpno 5.05
Gość z mariny czekał na nas na nabrzeżu. Był uczynny, mówił łagodnym głosem, złapał cumę, pokazał gdzie stanąć. W tle grała jakaś kraina łagodności czy inne Stare Dobre Małżeństwo. Pachniało wodą, nie pachniało rybami. Nie umiałem się w tym odnaleźć. Słońce świeciło nam w oczy, gdy próbowaliśmy dokądś dojść. Ale w Warpnie można tylko chodzić w kółko bo to półwysep.
Rybacy zniknęli, został jeden kuter. Dwa następne stoją jako eksponaty i atrakcja turystyczna na nabrzeżu i przy Kościuszki. Na tym drugim pływałem w 2007 gdy robiłem tu materiał. War 52 ? patrzyłem i własnym oczom nie mogłem uwierzyć. W porcie jest teraz marina, bujają się jachty, jest kuchnia i tawerna ? piwo można sobie po prostu wziąć, a 4 złote wrzucić do świnki. Nikt nie sprawdza ? Europa jest. Warpno wygląda naprawdę lepiej niż kilka lat temu i powinienem się z tego cieszyć. Jakoś nie umiałem, ale to już mój problem. Dla Warpna lepiej.
Rano popłynęliśmy na Rieth Werder, małą niemiecką wysepkę na Nowowarpieńskim. Trochę trzcin, mnóstwo ptaków, wiatrak i zrujnowane gospodarstwo. Płynęliśmy wzdłuż brzegu, a ja myślałem jak tu musiało być 100 lat temu. Zwłaszcza jesienią. Ciężkie chmury, wiatr i wszędzie woda. Musieli walczyć z melancholią bo by ich zjadła. A może wcale tak nie było. Może byli prostymi chłopami albo rybakami. Jedna rodzina, więcej by się na wyspie nie zmieściło. W niedzielę płynęli do Rieth albo Neu Warp. Potem wracali na swoją wyspę. Może w miasteczku mówili o nich ?tamci z wyspy?. Mieli ją wyżłobioną na twarzach, mieli ją w ruchach, w spojrzeniu. Przypływali z wyspy na chwilę, załatwiali co trzeba i szybko znikali. Woleli siedzieć u siebie. Zimą musiało być gorzej bo dało się do nich przyjść po lodzie. W czterdziestym piątym stali na brzegu i patrzyli jak tamci z Neu Warp muszą się pakować. Potem żołnierze wbili graniczne słupy raptem o rzut kamieniem od brzegu ich wyspy. Zostali po niemieckiej stronie. Choć wszystko mogło wyglądać zupełnie inaczej. Tyle że ja nie umiem sobie tego inaczej wymyślić. Muszę o tej wyspie poczytać.
Kaminke 6.05
Niemcy lubią patrzeć, mieć daleki wgląd. Tak to przynajmniej wygląda w Alt Warp i Kaminke. Specjalnie wyczyścili nabrzeża z krzaków. Stają tymi swoimi wypasionymi kamperami na samym skraju lądu, rozkładają fotele turystyczne, wyjmują wurst i bier i patrzą. Nie żeby byli tacy nostalgiczni bo pewnie nie są, żaden tam bezmiar i horyzont bezkresny. Po prostu to lubią. Raptem zalew ? Stettin Hafen, nic wielkiego.
Z resztą nawet nie wiem czy to Niemcy. Ci w wyczesanych kamperach pewnie tak. Ale tacy w zwykłych autach albo na rowerach to mogą być też Polacy. Przyjeżdżają tu popatrzeć bo u nas brzeg jest zarośnięty i mało co widać.
W Kaminke można wejść na szczyt wzgórza i popatrzeć stamtąd na Polskę bo to kilometr od granicy. Polska jest tu reprezentowana przez ogródki działkowe. Tradycyjny festiwal prowizorki ? sławojki z drzwiami z ceraty i budy z blachy falistej ? wszystko tuż za słupkiem z ptakiem w koronie.
Chcieliśmy poszukać cmentarza z II wojny światowej. Jeden z gospodarzy bardzo chciał nam pomóc, rysował coś kluczem na ziemi, próbował po polsku ale nie umiał. Nie doszliśmy tam choć pokazał nam dobrze. Zaraz za wsią odechciało nam się iść.
Nowe Warpno 5.05
Gość z mariny czekał na nas na nabrzeżu. Był uczynny, mówił łagodnym głosem, złapał cumę, pokazał gdzie stanąć. W tle grała jakaś kraina łagodności czy inne Stare Dobre Małżeństwo. Pachniało wodą, nie pachniało rybami. Nie umiałem się w tym odnaleźć. Słońce świeciło nam w oczy, gdy próbowaliśmy dokądś dojść. Ale w Warpnie można tylko chodzić w kółko bo to półwysep.
Rybacy zniknęli, został jeden kuter. Dwa następne stoją jako eksponaty i atrakcja turystyczna na nabrzeżu i przy Kościuszki. Na tym drugim pływałem w 2007 gdy robiłem tu materiał. War 52 ? patrzyłem i własnym oczom nie mogłem uwierzyć. W porcie jest teraz marina, bujają się jachty, jest kuchnia i tawerna ? piwo można sobie po prostu wziąć, a 4 złote wrzucić do świnki. Nikt nie sprawdza ? Europa jest. Warpno wygląda naprawdę lepiej niż kilka lat temu i powinienem się z tego cieszyć. Jakoś nie umiałem, ale to już mój problem. Dla Warpna lepiej.
Rano popłynęliśmy na Rieth Werder, małą niemiecką wysepkę na Nowowarpieńskim. Trochę trzcin, mnóstwo ptaków, wiatrak i zrujnowane gospodarstwo. Płynęliśmy wzdłuż brzegu, a ja myślałem jak tu musiało być 100 lat temu. Zwłaszcza jesienią. Ciężkie chmury, wiatr i wszędzie woda. Musieli walczyć z melancholią bo by ich zjadła. A może wcale tak nie było. Może byli prostymi chłopami albo rybakami. Jedna rodzina, więcej by się na wyspie nie zmieściło. W niedzielę płynęli do Rieth albo Neu Warp. Potem wracali na swoją wyspę. Może w miasteczku mówili o nich ?tamci z wyspy?. Mieli ją wyżłobioną na twarzach, mieli ją w ruchach, w spojrzeniu. Przypływali z wyspy na chwilę, załatwiali co trzeba i szybko znikali. Woleli siedzieć u siebie. Zimą musiało być gorzej bo dało się do nich przyjść po lodzie. W czterdziestym piątym stali na brzegu i patrzyli jak tamci z Neu Warp muszą się pakować. Potem żołnierze wbili graniczne słupy raptem o rzut kamieniem od brzegu ich wyspy. Zostali po niemieckiej stronie. Choć wszystko mogło wyglądać zupełnie inaczej. Tyle że ja nie umiem sobie tego inaczej wymyślić. Muszę o tej wyspie poczytać.
Kaminke 6.05
Niemcy lubią patrzeć, mieć daleki wgląd. Tak to przynajmniej wygląda w Alt Warp i Kaminke. Wyczyścili nabrzeża z krzaków, żeby móc patrzeć. Stają tymi swoimi wypasionymi kamperami na samym skraju lądu, rozkładają fotele turystyczne, wyjmują wurst i bier i patrzą. Nie żeby byli tacy nostalgiczni bo pewnie nie są. Po prostu lubią patrzeć. Starsze panie i starsi panowie. Przyjechali z głębi lądu. Chcieli tylko mieć gdzie patrzeć. Nie żeby jakiś bezmiar, horyzont bezkresny. Raptem zalew ? Stettin Hafn, nic wielkiego.
Z resztą nawet nie wiem czy to Niemcy. Ci w wyczesanych kamperach pewnie tak. Ale tacy w zwykłych autach albo na rowerach to mogą być też Polacy. Przyjeżdżają tu popatrzeć bo u nas brzeg jest zarośnięty i mało co widać.
W Kaminke można wejść na szczyt wzgórza i popatrzeć stamtąd na Polskę bo to kilometr od granicy. Polska jest tu reprezentowana przez ogródki działkowe. Tradycyjny festiwal prowizorki ? sławojki z drzwiami z ceraty i budy z blachy falistej ? wszystko tuż za słupkiem z ptakiem w koronie.
chcieliśmy poszukać cmentarza z II wojny światowej. Jeden z gospodarzy bardzo chciał nam pomóc, rysował coś kluczem na ziemi, próbował po polsku ale nie umiał. Nie doszliśmy tam choć pokazał nam dobrze. Zaraz za wsią odechciało nam się iść.