Dla Polityka.pl tryptyk o współczesnym bohaterstwie. Tomek Wiech, Przemek Kozłowski i mój materiał o poetach.
Miesiąc: Grudzień 2011
O Hansenie
Wydawnictwo 40000 malarzy wydało właśnie wywiad – rzekę jaki Adam Mazur przeprowadził z „jednym z najwybitniejszych, a zarazem najbardziej kontrowersyjnych krytyków sztuki” – Andrzejem Osęką. Kupiłem bo słyszałem, że Osęka przedstawia tam własną historię jego znajomości z Zofią i Oskarem Hansenami. Rzeczywiście przedstawia, nie mnie oceniać czy w sposób wiarygodny – słowo przeciwko słowu. Jednak zaraz potem dodaje kilka cierpkich uwag na temat Przyczółka Grochowskiego i LSC.
O Przyczółku: „Czworokątna zabudowa w stylistyce modernistycznej ma wszystkie wady dziewiętnastowiecznej kamienicy mieszkalnej owiniętej wokół podwórka – studni”
O LSC: „od Warszawy do Gdańska, miałby iść jeden dom (…) Gmach wysoki i długi na pół Polski – to brzmi śmiało, ale proszę sobie wyobrazić budowę i funkcjonowanie czegoś takiego”
A w tych swoich książkach, niegrubych przecież, Hansen dość dokładnie wyjaśnił o co chodzi. Jak się w to wczytać to można zrozumieć. Bilet tramwajowy na Przyczółek też jakoś przesadnie drogi nie jest – można było jechać i zobaczyć zanim się powie.
Zima
Stasiuk w wywiadzie z Andrzejem Franaszkiem (dodatek „Miłosz jak świat” do Tygodnika Powszechnego):
„Jedziesz do Mongolii i rozumiesz dlaczego oni przyjechali do nas na koniach: bo mieli zachodzące słońce przed sobą i chcieli spradzić co będzie na końcu stepu. Jak masz przestrzeń to musisz coś z nią zrobić…”
Spadł śnieg, a przycisk DEFROST nie działa. Nic się z tym już nie da zrobić. Widziałem gdzieś ostatnio gęsi. NIe wiem, w którą stronę leciały, bo nie wiem dokąd ja wtedy jechałem.
Częściej chodzę nad rzekę
Wiatr w Berlinie
o poetach
Poznań ? Jelenia Góra ? Legnica ? Wrocław
W drodze do JG było trochę tak, jakby w nocy przyszła odwilż, a wraz z jej pojawieniem się zniknęły resztki śniegu. Tyle, że przecież śniegu jeszcze w ogóle nie było. Mgły na przełęczy też nie. Dopiero wieczorem, gdy jechaliśmy do Janowic. Była tak gęsta, że trzeba było jechać trzydzieści na godzinę, żeby w coś nie przywalić. Nie jechaliśmy wzdłuż Bobru tylko tą trasą na Wrocław i potem w Radomierzu w prawo. Nie wiedziałem gdzie jestem dopóki nie wysiadłem z samochodu.
Myślałem, że mnie coś ruszy w tej Jeleniej , albo Janowicach ? ten powrót na stare śmieci. Ruszyło ale nie to, że znów tam jestem.
Jadąc tam w końcu sobie chyba uzmysłowiłem, że to jest kraina. Taka z prawdziwego zdarzenia, która wyczerpuje całą semantykę tego słowa. Zaczyna się gdzieś za Złotoryją, ale przed Świerzawą. Po prostu nagle sobie zdajesz sprawę, że jesteś gdzie indziej. Niemieckie domy, odpadający tynk, rude pola. Czasami pachnie dymem, a czasami gównem.
Czytam Sándora Máraiego:
„Gdzie widziałem ten pejzaż. Nie wiem jak się nazywa, nie potrafiłbym wskazać go na mapie. Ale kiedyś tu już byłem?
Jutro Berlin, w niedzielę Łódź.