Warszawa – Kraków – Wrocław – Poznań/ piach w oczach

Na Miesiącu Fotografii w Krakowie najbardziej podobała mi się wystawa Viviane Sassen w Pauzie, a najmniej to, że Sally Mann w Muzeum Etnograficznym można było oglądać tylko do 15 więc pocałowaliśmy klamkę. Plany pokrzyżowały nam też Zielone Świątki ? kilka wystaw było pobożnie nieczynnych. Ciągle nie wiem na czym polega ten grzech obcowania z kulturą w święto.

Kupiłem sobie pierwszy numer kwartalnika ?Kontynenty? i myślę sobie, że to fajna rzecz. Ten pisarz co wiadomo, napisał tam o Mołdawii zdanie: ?To nie był lęk, tylko jakaś taka nagość? i już tylko dlatego warto było wydać 13 zł.

Dziś i jutro Wrocław, potem Poznań, potem Śląsk. Mniej śpię, w końcu zaczynam normalnie pracować. Nawet  zdjęcia robię.

Definicje

Kupiłem sobie dziś w Bęcu „Słownik Psychologii Architektury” Lenartowicza. Pierwsze hasło pod literą H to Habituacja, drugie to Hamowanie, trzecie to Hansen, a czwarte to „Harmonia”. Podoba mi się ta definicja : „Percypowana zależność co najmniej dwóch elementów lub zjawisk, które nie są identyczne i między którymi zachodzi różnica wystarczająca aby rozproszyć niepewność, ale nie taka, która powodowałaby zbytnią przewagę jednego elementu lub zjawiska nad drugim”. Oczywiście jakbym się uczył w szkole to bym ją pewnie znał wcześniej.

Pod H jest jeszcze Hiperbola i Holizm.

Wcześniej jest też hasło poświęcone „Emocji” – zaczyna się od zdania „Prawdopodobnie żaden inny termin nie jest równie niedefiniowalny jak często używany” – i to podoba mi się jeszcze bardziej.

Miesiąc

w ramach Miesiąca Fotografii tyle się dzieje, że o jezu i że wiadomo. W ramach ShowOFF-u niezwykle zacna wystawa „Hotel”  Michała Lichtańskiego z Grzegorzem Piątkiem i Jarosławem Trybusiem w roli kuratorów. Miałem wielką radość napisać do tej wystawy tekst. Jest on długości 5 smsów i brzmi tak:

?Trzeba jakoś tę ciszę usprawiedliwić. Można powiedzieć, że czas się tu zatrzymał, ale czasu nigdy tu tak naprawdę nie było. Jest pustka szlifująca krawędzie i rozpuszczająca kolory. Jest też plątanina ludzkich śladów odciśniętych w wyblakłych wykładzinach. Kroki prostytutek i panów w garniturach, budżetowych turystów (albo takich, którzy trafili tu przez przypadek), szemranych facetów w skórzanych kurtkach, taksówkarzy, cinkciarzy… Jedyne świadectwo sensu. Wszyscy byli tu tylko na chwilę. To właśnie dlatego czas, który znamy, w hotelach nie istnieje.
Gdzie jest to miejsce? Być może gdzieś w połowie drogi między tym, co było, a tym, co jest? To bez znaczenia. Pustka i cisza ? także jako odpowiedź na pytanie: co dalej? Miejsca bez czasu są skazane na zagładę.

30 dni

30 dni temu zapobiegliwie uznałem, że nie ogarnę wszystkiego z tego co się wydarzy, więc zacząłem kręcić.

(btw: jak ktoś wie, jak zrobić, żeby znowu okna vimeo działały w wordpressie to będę wdzięczny. Na razie klikać trzeba w obrazek i oglądać tam, a nie tu)

Nominacje

no nie jest źle. Dziś „Miedzianka” została nominowana do Literackiej Nagrody Nike i  do Nagrody Literackiej Gdynia, a wczoraj do XI Nagrody Literackiej Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek.

Zdjęcia tylko z szosy

Ostatnio ciągle muszę odpowiadać dlaczego to napisałem. Mówię sobie i tym którzy pytają, że zrobiłem to żeby stojąc na tej cholernej łące coś poczuć. Bo pierwszy raz gdy tam pojechałem nie czułem nic.

No to pojechaliśmy sprawdzić czy zadziała. Gdzieś za Strzegomiem nawigacja kazała nam skręcić z głównej trasy. Początkowo było ok, ale potem na drodze zaczęły się pojawiać coraz większe dziury. Robiło się ciemno, gdy minęliśmy jakąś opuszczoną jednostkę wojskową nie wiedzieliśmy już zupełnie gdzie jesteśmy. Szukałem znajomych kształtów w linii horyzontu ale mogłem je sobie co najwyżej wymyślać bo nie było tam nic co bym znał.

A potem była już noc i Janowice. Cmentarz, most, sklep, stary hotel Klugera w którym dziś mieszka Werka Butyńska. Za torami pojechaliśmy w lewo. Wtedy mnie wzięło. Gdy zatrzymaliśmy się przy drodze, obok kościoła, miałem miękkie kolana. Szliśmy przez łąkę, która była rynkiem, było chłodno i wiał wiatr. Balansowałem między euforią, a paniką.

Dzień później pojechaliśmy tam znowu. Poszliśmy zobaczyć tabliczkę na starej śliwie. Spora część pnia spróchniała i trzyma się tylko na jakichś resztkach, wkrótce odpadnie. Potem był grób Ueberschaera. Ktoś zastawił kamieniami to miejsce, przez które można zajrzeć do środka. Teraz już nie można.

Pomyślałem, że zadziałało. Stojąc na środku łąki, która kiedyś była rynkiem, w miasteczku które zniknęło mogę sobie opowiedzieć całą tę historię. I tylko o to chodziło. Ale może wcale nie trzeba było pisać o tym całej książki. Może wystarczyło odwiedzić te wszystkie stare kąty i po prostu opowiedzieć to komuś, co do kogo ma się pewność, że będzie chciał słuchać? Teraz już nie muszę tam jeździć.

A zdjęcia są bez sensu bo znowu tylko z szosy.