
Ostatnio ciągle muszę odpowiadać dlaczego to napisałem. Mówię sobie i tym którzy pytają, że zrobiłem to żeby stojąc na tej cholernej łące coś poczuć. Bo pierwszy raz gdy tam pojechałem nie czułem nic.
No to pojechaliśmy sprawdzić czy zadziała. Gdzieś za Strzegomiem nawigacja kazała nam skręcić z głównej trasy. Początkowo było ok, ale potem na drodze zaczęły się pojawiać coraz większe dziury. Robiło się ciemno, gdy minęliśmy jakąś opuszczoną jednostkę wojskową nie wiedzieliśmy już zupełnie gdzie jesteśmy. Szukałem znajomych kształtów w linii horyzontu ale mogłem je sobie co najwyżej wymyślać bo nie było tam nic co bym znał.
A potem była już noc i Janowice. Cmentarz, most, sklep, stary hotel Klugera w którym dziś mieszka Werka Butyńska. Za torami pojechaliśmy w lewo. Wtedy mnie wzięło. Gdy zatrzymaliśmy się przy drodze, obok kościoła, miałem miękkie kolana. Szliśmy przez łąkę, która była rynkiem, było chłodno i wiał wiatr. Balansowałem między euforią, a paniką.
Dzień później pojechaliśmy tam znowu. Poszliśmy zobaczyć tabliczkę na starej śliwie. Spora część pnia spróchniała i trzyma się tylko na jakichś resztkach, wkrótce odpadnie. Potem był grób Ueberschaera. Ktoś zastawił kamieniami to miejsce, przez które można zajrzeć do środka. Teraz już nie można.
Pomyślałem, że zadziałało. Stojąc na środku łąki, która kiedyś była rynkiem, w miasteczku które zniknęło mogę sobie opowiedzieć całą tę historię. I tylko o to chodziło. Ale może wcale nie trzeba było pisać o tym całej książki. Może wystarczyło odwiedzić te wszystkie stare kąty i po prostu opowiedzieć to komuś, co do kogo ma się pewność, że będzie chciał słuchać? Teraz już nie muszę tam jeździć.
A zdjęcia są bez sensu bo znowu tylko z szosy.
