Miesiąc: Czerwiec 2012
Krótka (4h) historia światła (na Przyczółku)
Tratwa
Cztery lata temu zadzwonił do mnie Piotr Jasiczek i zapytał czy nie pojechałbym z nim pod Sieraków by napisać reportaż o jego przyjacielu, który rzucił wszystko, wyprowadził się na wieś i zbudował tam tratwę. Ponieważ nie wierzę w takie ucieczki zgodziłem się. Pojechaliśmy. Wieś nazywała się Chorzępowo i była na końcu świata. Przyjaciel Piotra nazywał się Grzegorz Borowski i rzeczywiście wybudował tratwę, którą nazwał ?Pantha Rei?. Siedzieliśmy pod jego wiązami, patrzyliśmy na parującą rzekę, a on opowiadał dlaczego to zrobił. Napisałem reportaż, zapomniałem o sprawie.
Grzegorz Borowski zadzwonił do mnie kilka dni temu i powiedział, że płynie właśnie swoją tratwą do Poznania. I że bardzo chciałby się tam ze mną spotkać. Poszedłem dziś na cypel, na którym od kilku lat powinna być już marina ale jej nie ma bo się nie da. ?Pantha Rei? stała przycumowana do kołka wbitego w ziemię. W środku na ścianie wisiał oprawiony w ramkę tamten reportaż ze zdjęciami Piotra. Na wysięgniku za rufą kiwał się telewizor:
– Czasami go trochę moczymy. Tak żeby pamiętać o priorytetach ? powiedział Borowski. Siedzieliśmy, piliśmy kawę, rozmawialiśmy. Zapytałem go czy niczego nie żałuje. Powiedział, że nie. Ale ja nadal w te ucieczki nie wierzę.
Ursynów
Mnóstwo ludzi / Bad_ów
Bez metki albo na zakręcie
Kiedyś wziąłem do ręki ?Road divided? Todda Hido i pół godziny później musiałem sobie układać życie na nowo oraz zacząć radzić z poczuciem , że ktoś już zrobił w fotografii dokładnie to, co ja chciałem zrobić tylko nie umiałem. Dziś w księgarni, do której wszedłem trochę przypadkowo znalazłem ?Socialist Modernism? Romana Bezjaka i tamto uczucie wróciło.
Dziś ważny moment, skończyłem współpracę z Visavis.pl. Znów jestem bez przydziału. To było fajnych 5 lat.
Powiesiłem sobie na ścianie zdjęcie Zofii i Oskara Hansenów. Może z nimi będzie łatwiej to wszystko ogarnąć.
znowu krzaki
Valtari działa
Warszawa – Na Nowym Świecie patrzę na pierwszych Irlandczyków w koszulkach narodowej reprezentacji. Siedzą przy gigantycznych kuflach z piwem i zawzięcie wklepują w komórki startery Orange. Nieuchronne jest tuż tuż. Podobno zostało nam już tylko się z tego cieszyć. Hura.
Potem pociąg – Krajobraz płaski jak stół między Warszawą a Poznaniem i niebo w kolorze waty. Już nawet nie patrzę za okno. Nie pamiętam kiedy przestałem to robić na tej trasie. Słucham Valtari , zwłaszcza Varú? i czasami tylko podnoszę głowę.
Na nowym dworcu w Poznaniu jeszcze pachnie farbą , a ochroniarze ubrani jak psy wojny strzegą stoiska z rogalami marcińskimi. U jednego z nich dostrzegłem duże drewniane kółka w uszach i poczułem powiew anarchii. Jeszcze nie wszystko stracone.
Odwiedzam Znanych Artystów, a dla równowagi czytam Leona Kriera i co chwila skacze mi ciśnienie. Tylko czasami jest miło:
?Budynki modernistyczne napotykają podstawową przeszkodę egzystencjalną: czas potrzebny na to, aby ludzie przyzwyczaili się do nich z reguły przekracza długość ich funkcjonowania?
Od licealistów z Batorego dostałem dziś mapę Polski i wiersz o Miedziance. Zapytali mnie jak to jest być tym reporterem i trochę nie wiedziałem co powiedzieć. Fajnie jest.
W ogóle ostatnio jest tak, że brakuje słów.