Od pół roku już tu nie mieszkam, więc podobno nie mam prawa o tym pisać. Więc napiszę. Mam wrażenie, że w Poznaniu jest gorzej. Może dlatego, że gdy ostatnio przyjechałem byli jeszcze studenci i jakoś wypełniali tę pustkę. Potem było Euro i wszystko było know how i koko spoko. Niewiele z tego zostało, zielony entuzjazm Irlandczyków gdzieś pofrunął (zostało tylko ?thiz iz ałer potejto? ) . Tak – dziś było inaczej. Ruchome schody na wypasionym nowym dworcu nie działały. Niby nic, ale na własnej skórze można było poczuć, że tam naprawdę z niemal każdej strony jest pod górę. Słabe to jest.
Potem było miasto ? bardzo nowe i bardzo puste knajpy na Ratajczaka. Zastanawiam się ile pociągną. Puste stoliki w Pracowni. Hummus i deszcz. A później panienki w różowych miniówkach zapraszające do nowych klubów go-go otwartych na Starym Rynku. Jedna z nich wyglądała jak szesnastolatka przebrana za dorosłą kobietę. Stała przy Wrocławskiej i nas zapraszała, mimo, że zupełnie nie wyglądaliśmy, jakbyśmy mieli chociaż cień szansy przejść selekcję u dwóch karków na bramce. A jeśli mieliśmy, to znaczy, że jest tam jeszcze gorzej niż na to wyglądało.
Automat na bilety nie chciał moich pieniędzy. Ten w tramwaju nie działał. Za to na krzesełkach były dwa koziołki i piłka. Krzesełka też były puste, cały tramwaj był. Nikt nie jechał wieczorem z centrum na Łazarz i Górczyn. Szoszon mówi, że to przez to, że wszyscy oglądali mecz Polski z Włochami na Olimpiadzie. Ale ja w to nie wierzę. Przecież w Poznaniu liczy się tylko piłka kopana. Tramwaje ze stadionu były na pewno pełne ludzi.