trochę o bezradności

Historia jest sprzed kilku dni ale jakoś mnie ominęła.

Artysta uznany, Rafał Betlejewski w audycji Cezarego Łasiczki w TOK FM zażartował sobie z gwałtów. Nie, że tak w ogóle. Chodziło o konkretnego gwałciciela, który przez półtora roku na Pradze gwałcił kobiety w windach. Robił to w dość skomplikowany sposób. W audycji, o której mowa ten konkretny sposób gwałcenia był przedmiotem żartu. Bo to podobno bardzo śmieszne, że te bezradne kobiety tak w tych windach, a on tak je gwałcił. No więc artysta uznany mówił, że go to śmieszy, a dziennikarz mu wyznawał lekko krztusząc się ze śmiechu, że on gdzieś czytał, że z gwałtów nie wolno żartować.

Najpierw sobie pomyślałem, że chyba śnię.

Potem pomyślałem, że to jest na pewno wyrwane z kontekstu i da się to wytłumaczyć.

Potem pomyślałem, że nie istnieje taki kontekst, który by to tłumaczył.

A jeszcze później, że ja nie chcę, żeby takie pierdolenie tłumaczyć czymkolwiek

Potem pomyślałem, że nie ma sensu się takim gównem zajmować i denerwować.

A jeszcze później , że nie można tak obok przejść, jak ktoś zrobi gówno na środku ulicy. A takim środkiem ulicy jest rozgłośnia radiowa, która mieni się być opiniotwórczą.

No i tak z tym zostałem. I czuję jakąś taką bezradność wobec tego, że mogę sobie tutaj coś o tym napisać, a idioci uważający się za intelektualną elitę będą chodzić po świecie i pierdolić. A inni idioci udostępnią im do tego czas antenowy i jeszcze będą mieli ubaw.

Oczywiście w ostateczności zawsze można powiedzieć , że to taka konwencja. Ale gówno na środku ulicy i tak zostanie.