Pasteloza w Warszawie

w ramach projektu realizowanego razem z Muzeum Powstania Warszawskiego przygotowuję cykl fotografii poświęconych stołecznej pastelozie czyli wykwitom ułańskiej fantazji nieustraszonych miłośników koloru w architekturze. (więcej o zjawisku TUTAJ)

Możesz pomóc:

– kliknij w obrazek mapy,  a potem przypnij pinezkę  – oczywiście jeśli kojarzysz jakiś budynek, który powinienem sfotografować (możesz też wysłać do mnie maila z lokalizacją na adres kontakt@filipspringer.com )

– czerwone obszary na mapie zostały już przeze mnie przebadane i sfotografowane. Najbardziej interesują mnie więc miejsca poza nimi.

Mapa na bieżąco będzie aktualizowana.

Z góry dzięki!

Do Rzeszowa mogę nie dociągnąć

Przed wejściem do autobusu kożuch ludzi. Ten model z kolejkami to się u nas jednak nadal nie przyjął. Pierwszy raz zobaczyłem to na lotnisku w Dublinie. Wielka hala odlotów, kilkanaście bramek. Kolejki do Barcelony, Paryża, Londynu. A do Łodzi, Katowic i Poznania kurwa kożuch, ciżba, popychania i krzyki. Na obrzeżach tego wszystkiego stali Irlandczycy z kartami priorytetowymi- kupili sobie, żeby móc wybrać miejsce. Bezradnie machali,  coś tam mamrotali, ale chyba czuli , że już po wszystkim, już było wiadomo kto tu rządził. Nie oni. 
No więc tu jest podobnie tylko, że my pojedziemy jednak tylko do Rzeszowa. Staję sobie w tłumku i pozwalam się wtłoczyć do środka. Pada deszcz więc woda redukuje opory tarcia. Potem siadam na pierwszym wolnym. I wtedy życie  w autobusie jakby na sekundę zamiera. Wszyscy patrzą na mnie oczami jak spodki. Wyczuwam ich spojrzenie i rozglądam sie niepewnie. Rozumiem już swój błąd. Bilety są bez wskazania miejsca, więc o najlepsze trzeba powalczyć. Taki rytuał. Biegiem na górę, tratując tych słabszych, potem kurtuazyjnie się pyta ” czytuwolne” ale się odpowiedzi nie słucha tylko się od razu ładuje i krzyczy przez cały autobus : ” ewa cho tutaj, tu mam dwa” . A ewa wtedy, z drugiego końca zakrzyknie, że też ma , i że jedno przy oknie. Więc trzeba się wrócić z tobołami, ale tylko do połowy żeby stwierdzić, że tamte dwa co się opuściło były lepsze bo może i nie przy oknie, ale jednak też nie przy kiblu, więc: „No i po chuj chcesz przy kiblu siedzieć, pierwszy raz jedziesz ?” Więc wracają, ale tamte już zajęte, więc szukają dalej, więc jeszcze to chwilę potrwa, zanim ruszymy…

No ale jedziemy, aksamitny głos pani z obsługi informuje ile to potrwa, że na pokładzie jest wifi, że będzie poczęstunek i że w ogóle możnaby to co było przy wsiadaniu zapomnieć bo teraz jest Europa i już będzie wszystko dobrze.

Możnaby, ale się nie zapomni. Bo właśnie zaczyna się koncert na trzy głosy 

Że nóg nie ma gdzie pomieścić
Że jednak taniej 
Że nie tak tanio jak kiedyś bo kiedyś to były bilety za złotówkę, a teraz już nie ma.
Że jak rozdajo ten sok to tylko jabłkowy. A nie ma czasem innego? Nie ma ! Na pewno nie ma? Nie może poszukać? Jakaś taka nieuprzejma ta pani.

W Raszynie czyli nie że daleko naciągam na głowę kaptur, czytam albo udaję, że czytam,  nie wziąłem słuchawek, więc nie mogę się odciąć, jestem na nich skazany. 

A oni swoje:

Że trzęsie.
Że jednak autobusem dwie godziny szybciej niż pociągiem.
Że jak na Puławskiej korek to się spóźnia i wychodzi tylko godzinę szybciej.
Żeby się nie zapinać w te pasy bo i tak nie sprawdzajo
Że ta kawa jakaś taka lurowata.
Że internet wolny. Filmy nie chodzo
Że się gniazdko zepsuło i nie ma jak naładować laptopa.

W Radomiu czyli w połowie drogi, kiełkuje we mnie ziarenko uczucia, którego się chyba wstydzę. Ale oni nie dają za wygraną

Że co ich to obchodzi, że się zepsuło dzisiaj i nie było jak naprawić.
Że to jest skandal, że jak płacę to wymagam.
Że to ciasto jakieś suche.
Że proszę pani, a tu też światełko nie działa.
Że co mnie to obchodzi, że jest rano i jasno.
Że kiedyś lody dawali. Że co z tego, że dziś jest zimno.
Że jednak te lody dajo mimo, że tak zimno na lody.

Przed Ostrowcem cud, pakujo graty, będą wysiadali. Już tam wydzwaniają, żeby po nich ktoś przyjechał na dworzec, już krzyczo bo zasięgu nie ma w lesie, już mówio:

Wyjeżdżaj już bo nie będę na Ciebie czekała. No punktualnie jest, ale mnie w tym autobusie wymęczyło, opowiem ci, żena. 

A potem jeszcze tak na chwilę przysiadajo, bo do tego Ostrowca kawałek, więc tylko siedzo i patrzo. I na mnie patrzo, jak w tym kapturze, nad ekranem, się sieroco kiwam i coś tam mamroczę. I w końcu mówio

A pan tam? Co tak klepie na komputerze i siedzi cicho? 

I na szczęście już jest Ostrowiec, więc zabierajo klamoty i się ładujo to wyjścia mimo, że aksamitny głos tej pani z Europy mówi, żeby do zatrzymania autobusu to jednak posiedzieć. Oni to majo w dupie, już się gramolo, jakby to miał być desant wojsk Układu Warszawskiego na Danię. I już nikt nie chce słyszeć mojej odpowiedzi, czemu tak tu sobie marnieję w kąciku i dobrze, bo bym im musiał opowiedzieć o uczuciu, które już we mnie dojrzało i jest gotowe.

Tamci wysiadajo, ale wsiadajo nowi.