występy

W najbliższym czasie planowane są następujące występy:

22 czerwca

godz. 13 – Salon Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie – spotkanie wokół książki „Zaczyn” razem z Jolą Golą. Informacje TUTAJ

godz. 15 – Ogród Saski –  „Imieniny Jana Kochanowskiego” – spotkanie autorskie – informacje TUTAJ

godz. 18 – ul. Gałczyńskiego – Big Book Festiwal – oprowadzanie po wystawie „Zaczyn” – informacje TUTAJ

23 czerwca

godz. 18 – ul. Gałczyńskiego – Big Book Festiwal – oprowadzanie po wystawie „Zaczyn” – informacje TUTAJ

27 czerwca

godz. 18 – Poznań – Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury – „W świecie reportażu” – Lidia Ostałowska, Włodzimierz Nowak i ja gdzieś tam z tyłu sobie usiądę. Prowadzi Agnieszka Wolny – Hamkało – informacje TUTAJ

28 czerwca

godz. 18 – Berlin – spotkanie wokół książek „Źle Urodzone” i „Zaczyn” – informacje TUTAJ

Biało

Kilka lat temu przyjechałem tu po raz pierwszy, dokładnie o tej samej porze, jakoś pod koniec czerwca. To była najmniej nocna noc jaką w życiu pamiętam. I teraz jest podobnie. Trzeba by pojechać bardziej na północ, żeby przeżyć coś więcej.

Ale najpierw była ta wariatka na Młocinach, która wyzywała wszystkich od skurwysynów, a najbardziej to obsługę autobusu. Chciała kupić bilet. Była tak wytrwała i tak zaciekła, że w końcu jej powiedzieli, że jej nie zabiorą. Wtedy wpadła szał,  a my odjechaliśmy. Pamiętam jej męża, stał z torbami i patrzył na wszystko obojętnym wzrokiem.

Potem na stacji gdzieś pod Ostródą- kwaśny hot-dog i chemiczna kawa, mimo że upał. Z plamy cienia obserwowałem faceta z małym pieskiem. Szli sobie razem, pies na smyczy, facet z podniszczoną torbą, w której zgrzytały pogniecione puszki. Od śmietnika, do śmietnika. Człowiek zanurzał rękę w kuble, a pies obsikiwał i niuchał po okolicy w promieniu długości smyczy. Byli zespołem – jeden z nich teren znaczył, drugi eksploatował. Musieli przyjść z daleka, bo w pobliżu była tylko ta stacja i McDonald’s kawałek dalej. Wyobrażałem sobie, że idą tak przez całą Polskę. Od złomowiska do złomowiska. Nieustannie pozostaję bezradny wobec widoku takich ludzi z psami. Jeden z nich siedzi często w Poznaniu na Placy Wiosny Ludów, niedaleko tych pieprzonych bud z kurczakami i straganami z tanimi ciuchami. Rozkłada się na ziemi, pod pazuchą trzyma czarnego kundla z białymi łapkami. Kundel siedzi cicho. Zawsze gdy ich widzę muszę w sobie zwalczać chęć oddania im wszystkich pieniędzy jakie mam. Bankomat jest w pobliżu.

Ci w Ostródzie byli trochę podobni, ale nie było w nich takiej rezygnacji. Byli w ruchu, przemieszczali się, działali. Ja też byłem w ruchu, bo zaraz mieliśmy przecież pojechać dalej.

Ale teraz Gdynia. Upał i mewy między blokami. Zrobiłem swoje, jest dziewiętnasta i coś trzeba z resztą dnia zrobić. Poszedłbym nad morze ale to strasznie daleko i nie mam siły na samą myśl, że miałbym tam iść przez całe miasto, między tymi wszystkimi ludźmi. Wędruję więc bocznymi ulicami, z których upał wymiótł wszystko co żywe. Wędruję szlakiem klimatyzatorów, cienistych bram i lodówek z coca-colą. Potem dostaję SMS-a z Danii, że tam tylko 25 stopni. Północ to jest zawsze lepszy kierunek.

Dylematy

Dworzec autobusowy w Lublinie to jest jednak doświadczenie z innego czasu i innej przestrzeni. Gacie, kawa, zegarki, okulary przeciwsłoneczne i biustonosze. Wszystko na drucianych stojakach ustawionych tak, żeby się o nie koniecznie potknąć i przewrócić . Brakuje tylko żywego drobiu. Ale może po prostu nie zauważyłem. Tłum, kurz, upał. Prawie jak w Tbilisi ale trochę jakby mniej. A ja wkurwiony jakby bardziej. Bo jadąc tam to się na to umawiam i znoszę z pokorą. A tutaj to jest jednak kompletne zaskoczenie choć może nie powinno. Więc nie ma radości i później już też nie będzie. Landszafciarska starówka z kolorowym wrzaskiem szkolnych wycieczek. Byłem w Lublinie tyle razy, a na starówce właśnie zaliczam debiut. Zawsze interesował mnie tylko ten LSM i Hansen.

Jakoś w ogóle nie wiem co z tym miastem zrobić , czy go żałować, czy jednak podziwiać. Łapię się na próbach rysowania prostego obrazka ale przecież wiadomo, że się nie da. A mimo to próbuję. Kilka dni temu też tu byłem, po spotkaniu z Zachęcie poszliśmy na piwo ale się urwałem bo już mi się trochę nie chce o tym wszystkim gadać. Chodziłem po pustych ulicach. W KFC biło się dwóch kolesi więc zrezygnowałem z frytek. Padało. Wracałem w deszczu i było źle. A teraz siedzę w knajpie na starówce, takiej, która wyglądała na najtańszą, a mimo to miła kelnerka deklamuje mi listę gatunków kawy z jakiej zrobi mi cappucino. Wybieram  pierwszy z brzegu bo widzę, że ona w moich oczach już upolowała kompletne zagubienie i się zbiera, żeby mi te wszystkie nuty smakowe objaśniać. A ja nie chcę podejmować żadnej decyzji, biorę cokolwiek bo jednak nadal tak mam, że w szczerej zadumie nad wyborem jednego z sześciu gatunków kawy to widzę głównie niezręczność i murzyńskie dzieci z pokaleczonymi rączkami.

Oto są dylematy, starówka jak z pocztówki, migdałowa nuta w filiżance i naparzanka dwóch pryszczatych w fastfoodzie. Trochę taka jak tamta, którą widziałem w Bytomiu, kilka lat temu. To było na jakimś BP albo Statoilu. Patrzyłem przez szybę. W środku dwóch kolesi napierdalało się na podłodze i gniotło niemożebnie torebki z chipsami. A faceci z obsługi czekali spokojnie aż tamci skończą. Ja też czekałem bo chciałem kupić coś na ból głowy, wracałem ze zdjęć i byłem zmęczony. Ale tam wszystko było jasne i klarowne, bo to przecież był Bytom, samo zło, a Lublin to jest jednak trochę inna sprawa. Zamiast więc szukać prostych obrazków lepiej byłoby pławić się leniwie w nieposiadaniu żadnej opinii. Bo jednak jakoś trudno połączyć tą panią od kawy z faktem, że miejskie autobusy jeżdżą tu na Majdanek. I ta zbieżność nazw  wcale nie jest przypadkowa.