
Ciągle nie mogę uwierzyć, że to się nadal dzieje. Z jednej strony ochroniarze bez karków ale za to, dla niepoznaki, w garniturach i pod krawatami. Potem metalowe barierki, solidne, ciężkie, takie jak na koncertach albo wizytach papieża. Za nimi ludzie. Tak trzeba napisać choć chciałoby się tłuszcza. „Tłuszcza” to jednak słowo pogardliwe, nie chcę gardzić, próbuję zrozumieć. Najbardziej tę chęć kupienia. Klapek, skarpetek, gatek i koszulek, szlafroczka i imbryczka, kompletu szklanek, pendrajwa, empetrójki, tabletu, plazmy (niepotrzebne skreślić) w okazyjnej cenie. Bo to już przecież nie te czasy gdy „rzucili” i trzeba kupować co jest. A mimo wszystko zachowują się jak wtedy. Stoją w ciżbie od rana, napierają na barierki, pokrzykują. Tłum faluje w pełnym napięcia czekaniu. Gdy elektryczne obrotowe drzwi zaczną mielić ruszają. Biegiem, jakby ich ktoś gonił, jakby się paliło. Jest w tym biegu jakaś desperacja. Chcę w to wierzyć. Wyobrażam sobie, że wszyscy oni to prawdziwi biedacy, na zasiłkach, na bezrobociu, w jakiejś życiowej czarnej dupie, która zmusiła ich do tego stania a potem do biegu. Tłumaczę sobie, że przymuszeni wzięli jakieś bieda pożyczki i teraz kupią na promocji te pendrajwy i tablety taniej, a potem puszczą na allegro albo jakimś bazarze trochę drożej. Z zarobionych w ten sposób pieniędzy nakarmią dzieci, wezmą je na karuzelę , do kina albo kupią lekarstwa chorym rodzicom. Albo po prostu kupią sobie coś dobrego do jedzenia, w końcu zjedzą kolację z apetytem, położą na chlebie grubszy plaster, może nawet szynki albo zaszaleją i zjedzą tę szynkę bez chleba. Zwykle nie mogą sobie na to pozwolić. Tak to sobie tłumaczę, że te setki ludzi dyszących żądzą kupna mają jakąś głębszą potrzebę , a wręcz poważną, niecierpiącą zwłoki konieczność. Że oni wcale nie chcą tak się zachowywać, ale po prostu muszą. Wmawiam to sobie za każdym razem gdy widzę takie sceny.
Kolejna świątynia została otwarta. Po południu sam tam poszedłem bo chciałem zobaczyć w środku. Nie spodziewałem się niczego dobrego, wcześniej widziałem ją z zewnątrz. Franek Sterczewski zrobił też zdjęcie nocą i wrzucił na fejsa. Wyglądało to tak jakby ktoś podłączył do prądu weselny tort w Pierdziszewie Kolonii. Każdy ma takie Las Vegas na jakie zasłużył.
No więc poszedłem bo chciałem zobaczyć. Dawno nic mnie tak nie przygnębiło. Nawet nie to, że w środku to jest jeszcze gorsze niż z zewnątrz. Brzydkich galerii handlowych mamy w Polsce na pęczki, ta pewnie nie jest najbrzydsza choć schlebia najbardziej prymitywnym gustom. Już się nawet nie wysilali, żeby to zamaskować – kolorowe diody, wodotrysk i darmowe wifi, żeby gawiedź mogła sharować obrazki za darmo. Jakaś pani w radio powiedziała jednak, że jest tak ładnie, że aż się wzruszyła. Chodziłem i oglądałem. W głowie układałem sobie listę tych, którzy powinni się wstydzić, że to powstało. Kołatały mi się w głowie słowa Ryszarda „This Is Ałer Potejto”: że bilety to się kupuje w necie więc dworzec nie jest potrzebny. Plazmę też można kupić w sieci i to nawet taniej, to może kolejnej galerii handlowej wcale nie potrzebujemy?
Obok mnie płynęła jednak rzeka ludzi, a moje wątpliwości topniały. Kolejki ustawiły się do wszystkiego, nawet do ruchomych schodów. Dzieci wpadały w katatonię na widok darmowych balonów. Przed głównym wejściem stało kilku krawaciarzy, palili fajki. Na szyjach mieli identyfikatory inwestora. Gęby im się uśmiechały od ucha do ucha. Wtedy zrozumiałem. Już jest pozamiatane i oni o tym od początku wiedzieli. Trzeba było tylko przeczekać szczekanie tych wszystkich oszołomów, trzeba było na chwilę schować głowę w piach i nie reagować – robić swoje. A potem rzucić tańsze o parę złotych gacie i kilka ładnych hostess. Wystarczyło by naród wszystko wybaczył. Wiedzieli jak to się robi, znowu się sprawdziło, teraz mieli swoją chwilę tryumfu. Tak tanie gacie i fontanna – za mniej więcej tyle kupuje się w Polsce możliwość zrobienia w przestrzeni czegokolwiek co się chce. Tak było w Krakowie, tak było w Katowicach, teraz to się dzieje w Poznaniu. Właściwie można by już przestać się dziwić.

Poszedłem jeszcze obejrzeć te nowe przystanki tramwajowe. Chciałem na własnej skórze doświadczyć tej słynnej już drogi na peron. Postałem sobie chwilę, popatrzyłem jak tramwaje wypluwają kolejne tabuny ludzi. Potem zszedłem do wejścia podziemnego i dałem się poprowadzić znakom. Chciałem wejść na dworzec tak jak to było narysowane na grafikach w prasie ale się nie dało. Drzwi były zamknięte. Wróciłem do galerii, wjechałem schodami na górę, przebiłem się przez tłum do części dworcowej, przebiłem się przez drugi tłum przy kasach. Wpadłem w tłum na schodach. Ludzie potykali się o siebie, babcie ciągnęły walizy drżąc, że role zaraz się zamienią i to walizy je pociągną w dół. W końcu jest piątek, ludzie z żalem opuszczają miasto hał hał. Zszedłem na dół, przebiegłem przez plac starego dworca, znów schody, zagrzybiały tunel pod peronami, ostatnie schody. Pociąg spóźnił się 40 minut – niepotrzebnie się spieszyłem.
Mam nadzieję, że o tych, którzy zdecydowali jak to wszystko będzie wyglądać ktoś kiedyś napisze w historii Poznania kilka smutnych akapitów wymieniając ich po nazwiskach.
