Instagram

Ruszył profil na Instagramie. Będzie tam dużo fotograficznego zaplecza trwających projektów plus wszystko to co po drodze.

Nie będzie zdjęć jedzenia, psa i „foci z rąsi”.

Można kliknąć TUTAJ albo w obrazek

Wymazywanie historii

Polemika do tekstu „Ucieczka w rzeczywistość” (Wprost 29 grudnia 2013)

Zwykle tego nie robię, nie dyskutuję z recenzjami i opiniami na temat swojego pisania bo traktuję je jako skutek uboczny działalności pisarskiej. Ale tym razem jakoś przejść obok tego tekstu obojętnie nie mogę i nie zamierzam. O tyle to łatwe, że złego w nim słowa o mnie nie ma, „Wanna z kolumnadą” jest opiewana jako najważniejsza książka roku, a wśród młodych zdolnych wymieniony tam jestem obok Gosi Rejmer, Ziemowita Szczerka i Maćka Wasielewskiego. Ale jednak coś bardzo złego w tym tekście się wydarzyło. I to już na samym początku.

Pisze Piotr Kofta: „Przez blisko dwie dekady, począwszy od roku 1989 reportaż literacki praktycznie w Polsce nie istniał, tak jakby w cieniu, który rzucał Ryszard Kapuściński, nic nowego nie mogło urosnąć”
Zdanie to jest punktem wyjścia do refleksji, że oto teraz my młodzi, trzydziestolatkowie nie związani z żadnymi redakcjami w końcu zaczynami w Polsce robić porządny reportaż.

Nie wiem gdzie przez dwie ostatnie dekady był Piotr Kofta ale wydaje mi się, że nie była to Polska, a jeśli już była to księgarnie musiał omijać szerokim łukiem, gazet nie kupował, do internetu nie zaglądał i generalnie żył w błogiej nieświadomości co do tego co się w polskim reportażu dzieje.

Przegapił więc takie wydarzenia jak rozkwit, upadek, a ostatnio znów próby rozkwitu Dużego Formatu „Gazety Wyborczej” (kiedyś zwanego Magazynem). Przegapił gigantyczny rozwój reportażu na rynku księgarskim , przegapił powstanie Wydawnictwa Czarne, które na reportażu zbudowało swoją pozycję, a teraz jest on jednym z jego filarów. Przegapił niekiedy dramatyczne i desperackie wręcz zabiegi wielu polskich wydawnictw by reporterów do siebie ściągnąć bo wydawać dziś książki w Polsce ale nie wydawać reportażu to jednak jest trochę obciach. Co jednak najważniejsze i najsmutniejsze w tym tekście to jednak fakt, że Piotr Kofta przegapił istnienie reporterów, którzy swoją pracą sprawili, że teraz Wasielewski, Rejmer, ja i dziesiątki młodych reporterów mogą w Polsce myśleć o pisaniu reportażu i wydawaniu go w formie książek. To nie ci młodzi zdolni sobie taką markę wyrobili, że wydawnictwa chcą nagle ich książki wydawać i nie zrobił tego, przy całym szacunku do mistrza – Ryszard Kapuściński.

Nie umiem sobie narysować w głowie, a jestem przecież „młody i zdolny”, takiej sytuacji, w której piszę tekst o polskim reportażu i umieszczam tam zdanie przytoczone na początku. Powtórzmy je i chłońmy jego kuriozalność:

„Przez blisko dwie dekady, począwszy od roku 1989 reportaż literacki praktycznie w Polsce nie istniał, tak jakby w cieniu, który rzucał Ryszard Kapuściński, nic nowego nie mogło urosnąć”

Napisać to zdanie to nie wiedzieć o całej generacji polskich reporterów, którzy nas – młodych, bezpośrednio bądź pośrednio reportażu uczyli. Pisać to zdanie to nie wiedzieć o istnieniu królowej Małgorzaty Szejnert oraz jej reporterskiego „przedszkola”. Pisać to zdanie to wymazać z historii polskiej literatury Lidię Ostałowską, Katarzynę Surmiak – Domańską, Magdalenę Grochowską, Wojciecha Tochmana, Jacka Hugo – Badera, Wojciecha Góreckiego, Wojciecha Jagielskiego, Pawła Smoleńskiego, Włodzimierza Nowaka, Mariusza Szczygła, Tomasza Kwaśniewskiego. Jezu ja się nawet boję te nazwiska wszystkie wymieniać bo wiem, że taka wymienianka oznacza, że zawsze się kogoś pominie, zresztą właśnie pominąłem pewnie i już mi głupio. Tymczasem Piotrowi Kofcie głupio nie jest. Jednym zdaniem całą tę listę wymazuje i jak się zdaje nie widzi tym żadnego problemu. Jedynie Szczygła w tekście wymienia jako autora „Gottlandu”, kogoś komu się „udało” ale tak nie do końca w sumie wiadomo dlaczego bo poza tym to sama mizeria.

Szalenie mi miło czytać o sobie takie peany jak te Wprost, szalenie mi też miło, że tak dobrze pisze się o moich rówieśnikach, nie tylko tych wymienionych w tekście ale wielu, wielu innych, którzy piszą dziś w Polsce reportaże. Słodycz tę jednak mąci fakt, że wszystkie te pochwały zbudowane są na tak szalenie fałszywym fundamencie. Piotra Koftę pragnę zapewnić, że nie byłoby tych „młodych- zdolnych” gdyby nie całe pokolenie reporterów, których on lekką ręką pominął. Zapewniam go też, że my – trzydziestolatkowie dyskutując o reportażu i swoich mistrzach przy soku marchewkowym nie rozmawiamy o Kapuścińskim, ale właśnie o tych, których on zdaje się nie miał szansy nigdy czytać.

że święta idą…promocja w supermarkecie

Jakby ktoś chciał kupić komuś innemu przygnębiający prezent w środku zimy (albo nie wiedzieć czemu zrobić taki sobie) to jest dobra okazja, bo do kupienia są dwie odbitki ze „Źle Urodzonych” wykonane na Osiedlu Słowackiego w Lublinie. Osiedle to zaprojektowali Hansenowie i to wiąże te zdjęcia również z „Zaczynem”. To pewnie bez znaczenia ale tak pisze, żeby było wiadomo co i jak. Sygnowane itd. Powiększenia 54×67 cm, ramy białe 70×83 cm ). Ogólnie trochę papieru, drewna i szkła na to poszło.
Szczegóły się uzyska jak się napisze maila. ( kontakt@filipspringer.com )