Miesiąc: Wrzesień 2014
Cuda w Miedziance
Rzeczy się dzieją niesłychane i aż wstyd o tym nie wspomnieć. Pierwsza to taka, że nie wiem jakim cudem ale przez Miedziankę przejechał samochód Google Street View i zrobił zdjęcia i teraz to już można na własne (czyli Googla) oczy zobaczyć, że ta Miedzianka trochę jest ale jednak zniknęła. No mi to sprawia dziką radość, jeżdżę tą drogę w tę i z powrotem i się napatrzeć nie mogę.
Ale to nic, to nic. Otóż druga informacja jest taka, że już wkrótce w Miedziance będzie się można napić piwa z Miedzianki. Pewien odważny człowiek kupił tam ziemię i uruchamia produkcję. Mały, browarek produkujący na lokalną potrzebę. I już nawet etykiety mają. Z górnikiem!
Więcej o sprawie jest TUTAJ
Colors – Milano
Europa
Busy do Mielca i Tarnobrzegu odjeżdżają w Rzeszowie z parkingu pod Centrum Handlowym Europa. Po prostu wbili tam w chodnik żółte paliki i takimi naklejanymi literkami co się kupuje w papierniczym napisali na nich nazwy miejscowości. Jak ktoś nie wie, to nie zauważy. Nie ma tam gdzie usiąść, schować się przed słońcem albo deszczem. Tylko ufajdany szczątkami kebabów chodnik i te żółte słupki. Taka Europa.
Myślałem, że jak pojadę w czwartek rano, to nie będzie tłoku. Bo jak jeździłem w piątki po południu to zwykle był i wychodziło to dość żenująco. Ludzie się pchali, bo było ich więcej niż miejsc. A następny jechał za godzinę i też pewnie był zapchany. No więc chciałem tego tłoku uniknąć. Nie udało się. Już z daleka zobaczyłem, że nie będzie lekko. O ile w ogóle cokolwiek będzie.
Kierowca był ten sam co ostatnio. Trochę kluskowaty, z włosami na żel i łańcuszkiem na szyi. Mówił i gestykulował z pewnością siebie graniczącą z arogancją. Palił cienkie papierosy i miał nas w dupie. Staliśmy w karnej kolejce, żeby kupić bilety- staruszki z tobołami, jakaś matka z płaczącym dzieckiem, studentki z wielkimi walizami. On jednak nie patrzył w naszą stronę. Stał po drugiej stronie wozu, gadał z kumplami i kończył fajkę. Wiedział, że to on rządzi – miał nad nami władzę i się tym ewidentnie upajał. Strasznie to było prymitywne. Gdy wybiła godzina odjazdu usiadł za kierownicą, uruchomił kasę i zaczął robić co do niego należy.
Stałem w tej kolejce, zaciskałem zęby i starałem się na typa nie patrzeć. Kawałek dalej widać było tę okrągłą kładkę za dwanaście baniek co to ma dodawać miastu światowego sznytu. Pomyślałem, że mogłaby być nawet ze złota i kości słoniowej, ale i tak nie będzie świadczyć o tym miejscu mocniej niż ten obrzygany wygon, na którym ludzie czekają na swoją marszrutkę. Bo przecież to się tak z grubsza niczym nie różni od podobnych miejsc jakich tysiące na wschód stąd. Widziałem to w Armenii, widziałem w Gruzji, Mołdawii i na Bałkanach. Deficyt ławek, dachów i kibli. Jakby się bali aranżować te miejsca bardziej niż to potrzebne – tylko plac wystarczająco duży, żeby się dało wykręcić busem. Do tego brudny chodnik, kurz i upał. No i królowie świata – kierowcy busów. Tacy sami jak ten tutaj – wyżelowany cham, który w dupie ma, że babcie stoją, a dzieci wyją – bo to on ma kluczyki i ruszy kiedy chce, a nie kiedy trzeba. Ruszył z piętnastominutowym opóźnieniem. Jedna z kobiet powiedziała mu, że jakby zaczął sprzedawać bilety wcześniej to może byśmy wyjechali zgodnie z rozkładem. Nawet jej nie odpowiedział, po prostu dodał gazu.
(na zdjęciu „dworzec” busów w Mielcu. To takie po lewej – zatoczka, tablice, ławeczka i wydeptana ziemia)