Działkowicza 35

dzialka1

Poszedłem dziś do centrum. Postaram się więcej sobie tego nie robić.

„Kapitan” spisał się na medal. Co prawda z rana jeszcze odchorowywał wczorajsze imieniny ale i tak dzielnie trzymał się na nogach. To ja dwa razy przywaliłem o lód. Za drugim razem już się nie śmiałem. Ale wczoraj z nóg zwalały głównie historie – Wójcikowej co umierała trzy razy i Szczepańskiej, którą za młodu pędzili ze Śląska Opolskiego aż tu. Pamiętała tylko noc w pałacu na Miedziance. Bo wszystkie inne noce spędziła w stodołach. Miała 8 lat. Był koniec stycznia 1945 roku. Wspomina jeszcze łunę nad Dreznem. I dudnienie.

Wróciłem nocą. Kierowca nic sobie nie robił z lodu na drodze. Ja sobie nic nie robiłem z kierowcy. Miałem kronikę Franzky’ego. Wcześniej nie miałem pojęcia o jej istnieniu.