I znowu cały świat pogrąża się w tym bezkolorze. Jest ciepło, za dnia świeciło słońce, a w powietrzu nie było już zapachu zimy. A teraz nad Piwniczną zapada mrok i nic z tym się nie da zrobić. nawet jeśli by się chciało
Nad Popradem unosi się mgła. Od strony wsi ciągnie dymem i krowim łajnem. Idę do hotelu i mijam wiejski sklep. Jarzeniowe światło jest czymś tak dalece niestosownym w tym półmroku, że nawet nie patrzę w tamtą stronę. Słyszę tylko jak „mędrcy i boginie” krzyczą do słuchawki:
„Gdzie jesteś kurwa? Na kolejowym moście? To my tam idziemy”
Most kolejowy jest na odległość roznoszenia się głosu stąd. Jakby mocniej krzyknął do słuchawki, to pewnie byłoby go tam słychać. Wychodzą w mrok, widać tylko ogniki ich papierosów kołyszące się w ciemności.
Jest luty, wieczór w Piwnicznej, drugim brzegiem Popradu jedzie powoli EuroCity do Budapesztu. Najśmieszniejsze, że na tym odcinku EuroCity traci całą swą ekspresowość. Jak wszystko tutaj…