„Poetka, której się udało” obdarowała mnie dziś dziełem. Na okładce są gołębie, bo Roszak nienawidzi gołębi, a w jej głowie czai się całkiem zacna myśl o ich bolesnym unicestwianiu. Kiedyś jej w tym pomogę.
Mniejsza z tym. Powinny mnie urzec wiersze i jeszcze urzekną, najpierw urzekła mnie jednak dedykacja. Tomik wyrwany z gniazda rodzinnego. Jak Roszak dostanie Nobla ja zbiję na tym egzemplarzu fortunę.
Więcej Roszaka tutaj
No wreszcie podoba mi się jakieś Twoje zdjęcie 😉