Żeglarzem nie zostanę ale i tak było fajnie. Została mi z tych kilku dni mało odkrywcza ale za to mocno krzepiąca myśl, że podstawą jest załoga. Ze zdjęć można by wysnuć wniosek, że przez tych kilka dni walczyliśmy o przetrwanie na krańcach świata. Nie walczyliśmy. A „Wilsona” nie udało nam się uratować. Sorry Wilson.
Obiektyw nie zawsze jest obiektywny a żeglarze to prawdziwi twardziele…
bo do Wilsona przy wysokiej burcie to po zawietrznej się podchodzi. No i w ostateczności jest jeszcze kolega Jonson, ,mały ale sprytny 🙂