„Na robaku”

Gdy wyjeżdżałem we wtorek powiedziałem w sklepie na dole, że nie będzie mnie do czwartku i żeby się nie martwili bo jadę fotografować rybaka. Obsługa sklepu się zmieniała więc jedna pani do drugiej napisała taki liścik. Jest bardziej niż wzruszający.

reporter

Podobno człowiekowi do pełni szczęścia potrzebne są wyższe uczucia, jakaś miłość, sztuka, zdrowie swoje i najbliższych i inne takie.  Mi wystarczyło pół kilograma wędzonych sielaw, które „Robak” Zbyszek wyciągnął z wędzarni, zapakował w papier i wepchnął mi w ręce. Po drodze kupiłem chleb, masło i zimną colę. Wracałem o zmierzchu  słuchając Iron&Wine. Jeśli ktoś mnie kiedyś zapyta o definicję raju to z braku alternatyw powiem o tym. Nie musi być nawet tych 40 dziewic. W drodze do domu oczywiście się zgubiłem i na chwilę trafiłem gdzieś koło Suszewa w takie rejony. Nie wiem gdzie to jest, nie trafiłbym tam drugi raz.

Lubię moją pracę.

suszewo001

Komentarz do “„Na robaku”

  • 29/09/2010 o 22:42
    Permalink

    to się nazywa umieć docenić uciekający między te brzozy moment, który nigdy więcej nie wróci.
    z pozoru to zwyczajny moment i typowe brzozy.

Komentarze zablokowane.