
Mecze czwartej ligi nieustannie mnie wzruszają. Tym że im wszystkim tam się chce – piłkarzom grać mimo delikatnej nadwagi, kibicom kibicować, wymyślać przyśpiewki, denerwować się i rzucać przekleństwami, sędziom nie odwalać tego byle jak. Sędziowie zachowują się tak jak na Lidze Mistrzów. Tylko te stogi siana w tle.
Sokół Kleczew, biało- zielona duma. Tydzień temu wygrali z Dąbrowszczanką Popowo, więc teraz byli faworytami. Kibiców przyszło może ze dwudziestu, spiker wyłowił mnie z tłumu i powitał „przedstawicieli prasy”. Potem zaczęli grać, a kibole otwierać „Harnasie”. Było zimno, wiał wiatr, a od strony odkrywki nadciągały granatowe chmury. Na murawę leciały liście. Mógłbym tam siedzieć kilka godzin, ale mecz trwał krócej. Już w trzynastej minucie trybuny były absolutnie przekonane, że sędzia jest chujem. W dwudziestej siódmej było wiadomo, że to wszystko przez Jabulani.