Sabelska Tuzla – wschodnia Bułgaria – 15.08.2008

sabla.jpg

A więc Sabla w Bułgarii. W Durunkułak byłoby trzeba iść jeszcze 4 kilometry szosą bo kierowca nie chciał jechać nad morze. Więc Sabla. Miasteczko wygląda jak wyludnione, ludzie chowają się w klimatyzowanym sklepie i klimatyzowanej knajpce. Innego życia nie ma. Na dwrocu też. O 15 zajeżdża bus do Sabelskiej Tuzli i można jechać nad morze.

Gdy wysiadłem z auta na pętli dla busów poczułem pod stopami zaschnięte liście topoli i już było po mnie. Kawałek dalej można było kupić warzywa, potem jest kiosk z lodami i dalej już nic nie ma. Wszystko tak szybko się kończy, jak się zaczęło.

W  tym barze miejscowi mieszają się z wczasowiczami i trudno zgadnąć kto jest kim. Z resztą co to znaczy tu miejscowy skoro nie ma tu ani jednego mieszkalnego domu, wszystkiego jest tu kilkanaście budynków, głównie drewnianych i zamieszkanych przez starszawych grubasków. No więc w tym barze wszyscy oglądają relację z olimpiady bo akurat Bułgarzy o coś tam walczą, a słońce wlewa się pod blaszaną budę. Sprzedawca wyjmuje niewiadomo skąd zmrożone butelki piwa i wszyscy wydają się być w równym stopniu zrezygnowani co szczęśliwi.