No więc najpierw siedzę w tej kuchni z widokiem na góry i gapię się na mgłę nad jeziorem. To jest ostatnia rzecz jaką dokładnie pamiętam z ostatniego miesiąca.
Nie chce nam się stamtąd wyjeżdżać, celebrujemy każdą czynność, śniadanie, zakupy, kawę. Odwlekamy moment, w którym będziemy musieli przyznać, że już jedziemy. Przynajmniej ja tak mam – oszukuję się do końca. Jeszcze w samochodzie – myślę sobie, że nie wracamy, ale po prostu jedziemy, mimo, że to już Żyrardów, Ursynów albo Praga. Jeszcze te kawy na stacjach benzynowych i wybieranie cukierków na wagę. Albo i nie. Ale potem będziemy już domu i nic się nie da z tym zrobić.
Kupiłem trzeci czarny notes – będzie trzecia książka.