Warszawa – Na Nowym Świecie patrzę na pierwszych Irlandczyków w koszulkach narodowej reprezentacji. Siedzą przy gigantycznych kuflach z piwem i zawzięcie wklepują w komórki startery Orange. Nieuchronne jest tuż tuż. Podobno zostało nam już tylko się z tego cieszyć. Hura.
Potem pociąg – Krajobraz płaski jak stół między Warszawą a Poznaniem i niebo w kolorze waty. Już nawet nie patrzę za okno. Nie pamiętam kiedy przestałem to robić na tej trasie. Słucham Valtari , zwłaszcza Varú? i czasami tylko podnoszę głowę.
Na nowym dworcu w Poznaniu jeszcze pachnie farbą , a ochroniarze ubrani jak psy wojny strzegą stoiska z rogalami marcińskimi. U jednego z nich dostrzegłem duże drewniane kółka w uszach i poczułem powiew anarchii. Jeszcze nie wszystko stracone.
Odwiedzam Znanych Artystów, a dla równowagi czytam Leona Kriera i co chwila skacze mi ciśnienie. Tylko czasami jest miło:
?Budynki modernistyczne napotykają podstawową przeszkodę egzystencjalną: czas potrzebny na to, aby ludzie przyzwyczaili się do nich z reguły przekracza długość ich funkcjonowania?
Od licealistów z Batorego dostałem dziś mapę Polski i wiersz o Miedziance. Zapytali mnie jak to jest być tym reporterem i trochę nie wiedziałem co powiedzieć. Fajnie jest.
W ogóle ostatnio jest tak, że brakuje słów.