Karakter wydaje dzienniki Susan Sontag (które należy kupić), a Juliusz Kurkiewicz w najnowszych ?Książkach? cytuje fragment, który cytuję teraz ja bo to koncentrat i Sontag, i Brodskiego w jednym i warto go dystrybuować. Kilka zdań, które dość czytelnie uświadamiają mi, żeby za pewne rzeczy się po prostu nie zabierać, a jak najdzie mnie potrzeba do strzelić zdjęcie, żeby potrzebę szybko odgonić. Bo po co komu porażki.
No to już: ?Plusk wody uderzający o fundamenty. Spokojny pomruk vaporetta, gdy odbija od brzegu. Dźwięk czyichś kroków. Siedem gondoli ? jak siedem czarnych kruków zacumowanych w wąskim kanale. Kołyszą się , próżnują. O drugiej w nocy spacer z Locanda Martin do Akademii przez most, przez plac Santo Stefano, z powrotem do hotelu. Prószy śnieg, cisza, puste ulice, mgła, przeszywające zimno. Tyle piękna. Jak wdychanie czystego tlenu?.
W Monachium przygotowania do Octoberfest i wygląda to dość strasznie. Na dworcu tłok taki, że zaczynam tęsknić za pustym pociągiem z Oslo kończącym bieg na pustym dworcu w Bergen. Ale potem jadę do Hergatz i w połowie drogi coś dziwnego dzieje się ze światłem, bo wszystko zaczyna wyglądać tak, jakby zaraz miało się skończyć.
W Wangen starzy Niemcy podchodzą do mnie po spotkaniu, mówią Hirshberg albo Waldenburg i stukają się w piersi. Potem trochę rozmawiamy. Jeden po polsku tłumaczy mi subtelności między słowem przepędzenie/ wypędzenie/ przesiedlenie. Mówię mu, że ani jednego z tych słów nie użyłem w swojej książce. Chyba jest niepocieszony. Ja chyba skłamałem.
Jedna pani nie mogła przyjechać , ale przysłała list. Napisała w nim, że pochodziła z Jannowitz i pamięta Kupferberg. I do listu załączyła cztery niewielkie reprodukcje obrazków malowanych przez pochodzącego stamtąd malarza. Na jednym z nich poznałem most w Janowicach.
A tak w ogóle mam dziś poczucie, że jakbym był półgłówkiem to by było łatwiej