Mury i getta powstają w naszych głowach

 Polska Głos Wielkopolski – 26.11.2008

O tym czy osiedla zamknięte to przyczyna czy skutek przemian zachodzących w polskim społeczeństwie z dr. Jakubem Isańskim rozmawia Filip Springer

isanski.jpg

Przyjrzał się Pan obszarom zamkniętym na terenie Poznania. Nasze miasto zaczyna mieć problem z osiedlami zamkniętymi?
To zależy co rozumiemy pod pojęciem osiedla zamkniętego. Trudno szukać w Poznaniu osiedli południowoamerykańskich, o takiej formie zamknięcia jaki widać w  meksykańskim filmie Rodrigo Pla ?Zona?.  Nie mamy drutów kolczastych, uzbrojonych wartowników, psów, detektorów ruchu i pościg?w za ludźmi przekraczającymi mur. A przynajmniej nie mamy tego wszystkiego jednocześnie. Coraz częściej jednak możemy obserwować różne formy izolacji i zamknięcia, zwłaszcza na terenie nowo powstających kompleksów mieszkalnych, albo nawet pojedynczych blok?w mieszkalnych ? budowanych z ogrodzonym parkingiem, kilkoma ławkami i placem zabaw dla dzieci.

Jakie to formy?
W ramach badań, realizowanych zeszłego lata podczas praktyk dla student?w socjologii, przestudiowaliśmy między innymi ogłoszenia deweloperów dotyczące sprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym. Trudno w nich znaleźć jakąkolwiek ofertę nie zakładającą form izolacji ? otoczenia budynku płotem, domofonu czy videofonu, strażnika i monitoringu. W Poznaniu, zwłaszcza na jego obrzeżach nie znajdzie się już obszar?w otwartych, dominuje natomiast przekonanie, że najbezpieczniejsze miejsce do zamieszkania nie znajduje się w sąsiedztwie innych ludzi, ale powinno być skutecznie odizolowane od os?b postronnych. Wcześniejsi sąsiedzi, są zastępowani przez ?osoby znane z widzenia? ? czyli tak naprawdę nie znane wcale.

Słynna warszawska Marina Mokotów, wielkie osiedle na kilka tysięcy ludzi z wewnętrznym jeziorem i galerią handlową została przez socjologów przebadana nawet pod kątem lokalizacji ławek w spacerowych alejkach. Stoją tam w taki sposób, że uniemożliwiają rozmową z osobami siedzącymi na ławce obok. Mieliście w Poznaniu podobne obserwacje?
Takich akurat nie, ale policzyliśmy ławki ? jest ich około 4-5 tysięcy i wcale ich nie przybywa, ich brak jest szczeg?lnie widoczny w nowo powstających osiedlach i kompleksach mieszkalnych. Wydaje się natomiast, że ich rolę ? okazję aby dowiedzieć się czegoś o sąsiedzie, skutecznie przejmują kamery nadzorujące przestrzeń publiczną.

Osiedla zamknięte to polski wynalazek? Warszawa, jedna z najbezpieczniejszych stolic Unii Europejskiej ma 400 osiedli zamkniętych, w Berlinie są tylko dwa.
W mediach często pojawia się opinia, że osiedla zamknięte są zjawiskiem specyficznym dla Polski, ale to nie do końca prawda. One pojawiają się we wszystkich państwach byłego bloku wschodniego, ale też w Europie Zachodniej. Powszechne są też a Stanach Zjednoczonych, krajach południowoamerykańskich czy RPA. Oczywiście osiedla każdego z tych obszarów ma swoją określoną specyfikę.

Amerykańscy badacze Blakely i Snyder w swojej pracy ?Fortress America: Gated Communities in United States? dzielą osiedla na trzy grupy. Osiedla bezpieczeństwa, osiedla prestiżu i osiedla stylu życia. Czym są polskie osiedla zamknięte?
Według tego podziału polskie osiedla zamknięte plasują się gdzieś między osiedlami bezpieczeństwa, a osiedlami prestiżu. Z tym, że o wiele częściej mieszkający w nich ludzie mówią o potrzebie bezpieczeństwa. I zn?w, bezpieczeństwo utożsamia się z prywatnością ? brakiem możliwości wkroczenia niepożądanych os?b, albo wręcz przed ich ?gapieniem się? na nasz ogr?dek.

Czy rzeczywiście jest tam bezpieczniej?
Po pierwsze liczne badania wykazały, że te zagrożenia są przez mieszkańców osiedli zamkniętych wyolbrzymiane i nie znajdują potwierdzenia na przykład w policyjnych statystykach. Teoretycznie jednak oczywiście osiedle za płotem jest bezpieczniejsze niż to bez płotu. Te wszystkie zabezpieczenia dość skutecznie utrudniają dostęp osobom, które nie są mieszkańcami. Nawet idąc tam w odwiedziny do kogoś trzeba pokonać kilka przeszkód. Część badaczy uważa jednak, że osiedla mogą kusić przestępców. Mieszkają tam przecież osoby majętne, które jeżdżą dobrymi samochodami, a w mieszkaniach mają zgromadzone liczne dobra. W ten sposób może powstawać samospełniające się proroctwo ? zamykamy się w osiedlach by było bezpieczniej, przez to czujemy się bardziej zagrożeni, izolujemy się więc jeszcze bardziej, a świat na zewnątrz zaczynamy postrzegać jako wrogi i nieprzyjazny.

Co z prestiżem? Mówi się, że osiedla zamknięte to spełnienie marzenia o ?homogenicznym raju dla klasy średniej?.
Nie wdając się w dyskusję o tym czym i czy w ogóle w Polsce istnieje coś takiego jak klasa średnia, i jak należałoby ją opisywać, trzeba zauważyć, że mieszkanie w osiedlu zamkniętym to dla wielu mieszkańców oznaka prestiżu. Dostępne jest bowiem dla tych, których na to stać, to określona grupa cechująca się określonym poziomem życia, odpowiednim statusem społecznym. Ta kwestia prestiżu jest niezwykle ważna dla wielu osób decydujących się mieszkać na takich osiedlach. A zewnętrzne formy izolacji tylko ten prestiż zwiększają bo przestrzeń ?za płotem? jest dla wybranych.

Tak to będzie teraz wyglądać? Bogaci zamkną się za murami i płotami, a biedni zostaną na zewnątrz.
Nie, to uproszczenie. Mury i płoty to konsekwencja wielu przemian zachodzących dziś w społeczeństwie. Przecież biedni też zaczynają się izolować. Są dzielnice, po których mogą chodzić tylko ich mieszkańcy, zwłaszcza po zmroku osoba z zewnątrz nie ma tam wstępu. I w tym wypadku jednak czym innym jest realne zagrożenie, a czym innym obawa przed ?złymi dzielnicami? ? a jedną z przyczyn wzajemnych obaw jest brak wiedzy o ludziach żyjących ?tam?. Niezależnie od tego, kto się izoluje ? biedni czy bogaci, skutki tego dotykają obydwie strony.

Czyli izolujemy się wszyscy, ale to jakie formy przybiera ta izolacja zależy od zasobności naszego portfela?
Można tak powiedzieć. I nie chodzi tu tylko o miejsce zamieszkania. Przecież jadąc na wakacje do ciepłych krajów zamykamy się w hotelu z basenem, korzystamy z prywatnych plaż, staramy się przebywać w grupach ludzi podobnych do nas. Tubylcy traktowani są jako niepożądani, uciążliwi i zakłócający nasz spokojny wypoczynek. Podobnie jest w pracy, centrach handlowych, miejscach rozrywki. Chcemy mieć coraz większy wpływ na nasze otoczenie, na to co jest dookoła nas. A spełnieniem tych potrzeb jest właśnie takie podzielenie przestrzeni, dzięki któremu poszczególne jej części są zajmowane przez określone grupy. Wyrazem tych potrzeb są osiedla zamknięte.

Marek Szczepański i Weronika Ślęzak Tazbir w ?Gettoizacji polskiej przestrzeni miejskiej? piszą że ?getto to każdy obszar  w przestrzeni miejskiej, który jest homogeniczny i odrębny od otoczenia? . W tym kontekście osiedla zamknięte to getta. Z kolei Louis Wirth mówi, że ?Życie w gettcie to swoisty stan umysłu? ? jakie mentalne i kulturowe skutki niosą za sobą osiedla zamknięte?
To jest złożony i jeszcze nie do końca zbadany problem. Ale jeśli uznamy, że osiedla realizują naszą potrzebę do panowania nad otaczającą nas przestrzenią, to stąd już blisko do takiego myślenia, w którym będziemy też chcieli panować nad zachowaniami naszych sąsiadów. Ludzie zaczynają sobie rościć prawa do określania zachowań innych. Ci inni są zresztą zbędni, zaczynają przeszkadzać. To wyklucza wspólnotę. I badania rzeczywiście wykazują, że wewnątrz osiedli rzadko kiedy powstają silne i trwałe wspólnoty lokalne. To zbiory jednostek. Oczywiście pozostaje pytanie, czy na zewnątrz te wspólnoty kwitną, często i mylnie bowiem zakłada się, że poza osiedlami zamkniętymi kwitnie sąsiedzkie życie. Osiedla zamknięte nie są jednak miejscami, gdzie rzeczywistość społeczna jest przeciwieństwem tej poza murami ? należałoby raczej m?wić o nasilaniu pewnych proces?w, szczeg?lnie w dłuższej perspektywie czasu.

Jaki jest więc bilans. Mieszkańcom osiedli zamkniętych wychodzi on dodatni czy ujemny?
W krótszej perspektywie oczywiście dodatni. Poprawiają im się warunki mieszkaniowe, infrastruktura, dookoła jest spokojnie, zielono. Pytanie co wydarzy się w perspektywie pokolenia lub dwóch. Dla dzieci tych, którzy tam mieszkają, osiedle będzie jedynym znanym stanem społeczeństwa, w którym dostęp do przestrzeni odpowiedniej jakości będzie zależał od stanu posiadania. Do tej pory ten dostęp ograniczał się do domowego zacisza. Każdy mieszkał w takim domu, na jaki było go stać. Dziś ta zasada rozszerza się na przestrzeń, która do niedawna była publiczna.
Poza tym co z tymi, którzy osiedla będą musieli opuścić ? bo stracili pracę i nie mają na spłaty kredytu, bo muszą się przeprowadzić ze względu na pracę. Trafiają na teren, który do niedawna postrzegać mogli jako wrogi i niebezpieczny. To co uważało się kiedyś za sąsiedzką wspólnotę uważać będą za zagrożenie.

Co zostaje na zewnątrz?
Zaciekawienie i zainteresowanie. Na początku. Ale z czasem może nasilać się poczucie upośledzenia, zazdrość i frustracja. Jest przecież tak, że osiedla nie powstają w przestrzeni dodanej. Ona tam zawsze była, ale nagle dostęp do niej został ograniczony. Żeby dojść do przystanku tramwajowego mieszkańcy okolicy muszą teraz takie osiedle obejść. Dzieci nie bawią się już w tej samej piaskownicy, te za płotem mają ładniejszy plac zabaw.
Degradacji ulega też przestrzeń na zewnątrz. Bo jest jej mniej, a użytkowników nie ubywa.

Osiedla zamknięte wydają się być rezygnacją z idei dobra wspólnego na rzecz takiego dobra, które każdy może sobie kupić, jeśli tylko go na nie stać. A przecież idea dobra wspólnego to podstawa społeczeństwa obywatelskiego. Jak rozwój takich osiedli może wpływać na postawy obywatelskie?
Każda forma całkowitej izolacji w społeczeństwie jest bardzo niepożądana i, w konsekwencji, groźna. Ale nie jest też tak, że społeczeństwo obywatelskie to jakiś homogeniczny twór. W nim też są konflikty i tarcia. Osiedla zamknięte są konsekwencją, skutkiem tych konfliktów- wzrostu społecznej agresji czy coraz większego zróżnicowania majątkowego. Dlatego trudno powiedzieć, że im więcej osiedli zamkniętych, tym mniej społeczeństwa obywatelskiego. Musimy sobie uzmysłowić, że osiedla są konsekwencją całego szeregu przemian. Konsekwencją groźną, bo rodzącą dalsze problemy. Jeśli jednak nie poradzimy sobie z przyczynami ich powstawania, walka z samymi osiedlami będzie walką z wiatrakami.

Jakub Isański, dr, adiunkt w Instytucie Socjologii UAM w Poznaniu; zajmuje się komunikowaniem międzykulturowym, mobilnością społeczną oraz przemianami społecznymi w mieście.