To zdjęcie zrobiłem około szóstej wieczorem, zapadał zmrok. Zaraz potem dowiedzieliśmy się z nasłuchu radiowego, że rebelianci przywieźli do doliny 20 granatników i dwie kamizelki do samobójczych zamachów.
Myśleliście, że to już koniec?
Tak. Byłem w strasznym stanie. Miałem poczucie, że osiągnąłem kres wytrzymałości, że już dłużej nie dam rady. Bałem się. Potwornie się bałem. Noc spędziliśmy wszyscy skuleni jeden obok drugiego w jednym rogu bunkra. Więc to zdjęcie powstało w takich właśnie okolicznościach. Przeczytałem potem na jakimś blogu, że nagrodzonej fotografii z pewnością nie wykonano w strefie walk…
To była jedna z tych nocy, podczas których doświadczyłem tego , co nazywam „nieznośną świadomością nieuchronnego końca”. To moment kiedy człowiek żegna się z życiem i jest śmiertelnie przerażony. Bardzo traumatyczne przeżycie.
Warto tak ryzykować dla kilku fotografii?
Zależy jak się na to patrzy. I tak, i nie. Koniec końców jadę tam znów w kwietniu.
(…) Rozwój cyfrowej technologii sprawia, że dziś fotografują niemal wszyscy. Jako profesjonalista czuje sie pan zagrożony?
Jest jedna istotna różnica między amatorem a profesjonalistą. Ten drugi potrafi myśleć o tym, czemu jego fotografia ma służyć. Na razie nie wszyscy profesjonaliści to potrafią, ale to będzie coraz ważniejsza umiejętność. Nie wystarczy zrobić dobre zdjęcie, trzeba jeszcze wiedzieć, jak może ono być wykorzystane.(…)
Źródło:
Miesięcznik „Press” nr 3(146)marzec 2008 – z wywiadu „Plastik w oczach” autorstwa Magdaleny Rittenhouse s.30 -33