Das ist unglaublich

miedziankablog004

Karl Heinz Friebe chodzi po tych cholernych krzakach jakby nadal tu stały domy, jakby zostawił czajnik na ogniu i wyskoczył tylko szybko na rynek po cukier, którego zabrakło mu do herbaty. Mam wrażenie że zaraz pęknę, zacznę krzyczeć i potrząsać nim „Bądź wściekły! Bądź zły! Krzycz do jasnej cholery!”

On nie krzyczy, brodzi w krowim łajnie i gęstych chaszczach i pokazuje parasolem – tu była apteka, tu był dom mojej babci, tak , teraz stoimy w jej salonie, a tam właśnie rośnie jej grusza.

W pewnym momencie zatrzymuje się jak wryty i mówi:

– Gisela.

Mieszkała w brązowym, dwupiętrowym domu należącym do rodziny Franzky. (ten dom jako jeden z nielicznych stoi do dziś). Gdy Wendlera – nazistę , wzięli do armii to właśnie Giseli kazano uczyć dzieci w szkole. Była świeżo po maturze, nie miała żadnego doświadczenia, ale w czasie wojny nikogo lepszego na to stanowisko nie udało się znaleźć.

– Miałem wtedy 7 lat i kochałem ją tak, jak siedmiolatek może kochać swoją pierwszą nauczycielkę. Była posągowo piękna, doskonała, była kwintesencją kobiecości – miała ciemne, długie włosy i brązowe oczy. Gdy spoglądała na mnie w czasie lekcji czerwieniłem się zawstydzony. Tak, dla Giseli zrobiłbym wszystko, dla Giseli ślęczałem wieczorami nad książkami, tylko po to by za dnia znów na mnie spojrzała.

Po lekcjach czekałem na nią aż wyjdzie ze szkoły. Nigdy jednak nie szła główną drogą. Rozglądała się czujnie i ukradkiem przeciskała się pod płotem okalającym budynek. A potem biegła skrótem, przez łąkę do domu.

Po latach w Schelsiche Bergwacht przeczytałem, że Gisela żyje. Zdobyłem jej adres.  Mimo podeszłego wieku pracowała jeszcze w szkole dla tureckich dzieci i uczyła je niemieckiego. Spotkaliśmy się w 1999 roku. Przygotowała wspaniałą śląską ucztę. Zwierzyłem jej z mojego uczucia. Płakała.

Nigdy nie wyszła za mąż. Zmarła w 2007 roku.

miedziankablog003

Miedzianka

miedziankablog

Karl miał 9 lat gdy po raz ostatni widział Kupferberg. Był czerwiec 1946 roku, lało jak diabli i przez drewniany dach wagonu sączyła się woda. Gdzieś pod Marciszowem pociąg zatrzymał się więc Karl przecisnął się przez ciżbę panującą w wagonie i wyjrzał na zewnątrz. Przez strugi wody dojrzał dwie wieże kościołów w Kupferbergu. Nigdy więcej miał ich już nie zobaczyć.

Podróż trwała trzy dni. Wszyscy w transporcie mieli białe opaski na ramionach.  Nie wolno było im ich zdejmować, zwłaszcza na postojach w miastach. Polacy i Rosjanie często spędzali tych z opaskami w jedno miejsce i profilaktycznie dezynfekowali. W Legnicy pociąg stał na bocznicy cały dzień. A potem ruszyli na zachód. Na moście w Węglińcu zaczynały się Niemcy. Dno wąwozu pod tym mostem usłane było białymi opaskami. Matka zdarła opaskę także z ramienia Karla  i wyrzuciła na zewnątrz. Chłopiec długo patrzył jak biały skrawek płótna swobodnie szybuje na sam dół.

Ukaże się książka

marcelin001

Ukaże się książka o Poznaniu, a w niej będą też zdjęcia. Na tym tutaj jest Marcelin. Na innych są zupełnie inne miejsca. Ale książka nie będzie o fotografii tylko o tych miejscach. Wyda ją Robert Od Harrego Pottera.