Constinesti – rumuńskie wybrzeże Morza Czarnego – 14.08.2008

constinesti1.jpg

constinesti2.jpg

constinesti3.jpg

Wychodzę na zdjęcia o 6 rano, a na głównej ulicy przechadzają się już królowie życia wraz ze swoimi księżniczkami. Ta estetyka – żel, japonki i złote łańcuchy. Panny wystrojone do granic absurdu. W jednym z barów, za ladą, oparta o jakiś słupek śpi kelnerka. Tej knajpy, podobnie jak i innych nie zamknęli tu od wczoraj. A może od tygodnia?

Oparła się o jakiś słupek i już nawet nie próbuje walczyć ze snem. Po prostu uważa, żeby nie spaść. Constitensti to koszmar. Można to było przeczuwać już na przedmieściach Konstancy, już tam można było poczuć, że to był błąd.  Tak, trzeba było zostać w Babadag, nawet w tym barze nad dworcem wyremontowanym za kasę z Unii. Z tarasu rozpościerał się widok na minaret i dworcowy majdan, kelnerka nie mówiła po angielsku ale miała zimną colę.

Ale teraz w Constinesti zaczyna się migracja mimo, że jest bardzo wcześnie. Patrzę na nich i myślę sobie, że oni tu przyjeżdżają oddawać energię. Mają jej za dużo, pewnie ich ona uwiera, nie daje spać. Kiedyś zbierze jej sie tu zbyt dużo i Constinesti eksploduje.