Zaczyna się jeszcze na dworcu w Poznaniu. Gdy podchodząc do okienka zamawiam bilet do Janowic Wielkich kupujący przede mną staruszek zatrzymuje się w pół kroku. Patrzy na mnie wielkimi z przejęcia i rozmarzenia oczami i w końcu mówi.
– Pan jedzie w Rudawy? Tam jest tak pięknie, panorama na całe Karkonosze jest.
Stoi jeszcze przez chwilę i patrzy na mnie z jakimś wyczekiwaniem ale ja mu mogę tylko przytaknąć. A potem idzie w swoją stronę.
W Janowicach zapada zmierzch i mimo, że to koniec marca tężeje mróz. Wtaczającego się na peron osobowego z Jeleniej Góry do Wrocławia nikt nie zapowiada, bo wielkie ucieczki odbywają się zawsze niespodziewanie. A przynajmniej nikt o nich nie mówi. Pociąg więc niespiesznie odjeżdża nie zostawiając tu nikogo i nikogo nie zabierając, a cała okolica znów zamiera.
W zorganizowanym wewnątrz dworcowych budynków barze można by coś zjeść (zapiekanka, hot-dog, hamburger, bigos, fasolka ? nic więcej), gdyby nie fakt, że jutro jest wesele i dziś jedzenia nikt nie wydaje bo wszyscy są zajęci tłuczeniem schabowych na zapleczu. Nie ma hamburgerów ? nie ma dzieciaków. Przy stoliku siedzi więc kilku smutnych facetów palących papierosy. Nic nie mówią, siedzą , piją piwo i patrzą w telewizor.
Na tym dworcu o zmierzchu zaczepia mnie ?stadionowy chuligan?. Tak się przedstawia, a ja mu wierzę bo nie ma dwóch zębów z przodu, więzienne kropki wytatuowane na powiekach i nadgarstkach (sześć kropek ? sześć lat), mocno utyka na jedną nogę i chwieje się na boki – to pamiątka z ostatniej ?ustawki? czy jest aż tak pijany?
Bardzo przeprasza, ale zbiera na piwo. On szanuje turystów, lubi ich nawet, ale na piwo musi dać każdy. Co się stanie jak nie dam? On bardzo przeprasza, że to powie, bo zwykle tego nie mówi. Ale jeśli ja nie dam na piwo, to, najmocniej przeprasza raz jeszcze, to może się tak zdarzyć nie daj Boże, że ja z Janowic wyjadę bez tego oto pięknego plecaka, który zapewne wart jest więcej niż te żałosne dwa złote. To jak będzie, znajdzie się ?dwójka? na piwo?
Nie znajdzie się.
– No trudno ? mówi stadionowy chuligan ? to ja najmocniej przepraszam, że przeszkadzałem.
Rozejrzy się jeszcze dookoła po zarastającym trawą peronie i wsi tonącej w mroku i doda.
– I za to wszystko dookoła też bardzo przepraszam.
Wieś na górze złota
Karpniki są sine, odrapane, i kawałkami odpadają z ekranu. Jeśli spojrzeć na mapę można dostrzec, że są tu ?ruiny zamku?. Ale ten zamek to nie ruina. Ma dach, okna z wszystkimi szybami, jest zamknięty na cztery spusty, a na drzwiach wisi kartka napisana przez właścicieli, że nie życzą sobie żadnych prasowych publikacji na temat obiektu. We wsi ludzie mówią, że ci właściciele kupili zamek tylko po to, by szukać w nim skarbów zakopanych przez niemieckich właścicieli. A że skarbów nie było, to właściciele pokłócili się między sobą. Budynek wymaga remontu ale ruiną nie jest. Ten kto tworzył jednak mapę użył słowa ?ruina? jakby nie wierzył, że w Karpnikach może stać coś innego.
Są tu dwie ulice ? Rudawska i Janowicka. Ta pierwszą o zmierzchu wolno suną chłopcy w swoich odpicowanych niemieckich samochodach. Volkswageny, audi i zdezelowane BMW toczą się przy łomocie techno, a chłopcy mimo mrozu nonszalancko wystawiają łokcie przez otwarte okna. Parkują na dziedzińcu folwarku, który o zmierzchu wygląda jak dziupla złodziei samochodów. Nawet nie śmiem robić zdjęć, mogę tylko patrzeć jak pod stodołę zajeżdżają kolejne bryki i wysiadają z nich nieco znudzeni goście w dresach. Gdy na dziedziniec wjeżdża policja już mam nadzieję na jakiś nieoczekiwany obrót spraw, ale funkcjonariusze pozdrawiają tylko chłopców skinieniem dłoni, wymieniają kilka słów i odjeżdżają. Pewnie razem chodzili do podstawówki.
Jędrzej Poniatowski ? Wasiak, mąż Natalii mówi, że Karpniki są celem pielgrzymek wszystkich poszukiwaczy skarbów. Podczas drugiej wojny światowej w zamku urządzono składnicę muzealną, w której umieszczono zbiory zrabowane w państwach okupowanych przez III Rzeszę. Wszyscy we wsi widzieli ciężarówki i wozy wypchane dobrami jadące do zamku. Ale nikt nie widział aby coś stąd wyjeżdżało. Więc wszyscy myślą, że Karpniki to taka rozpadająca się wieś stojąca na górze skarbów.
Reportaż o Rudawach Janowickich w majowym numerze Magazynu Turystyki Górskiej N.P.M