Idąc do domu liczyłem flagi

Na mojej ulicy była jedna. Taka mała, samochodowa, przyczepiona do balustrady schodków wiodących do wnętrza domu.

Żurek niby ze mną rozmawiał ale patrzył w telewizor, jego żona miała czerwone oczy i o czym by nie zaczęła mówić to przerywała w połowie. U Filiczkowskich było to samo. Pan Eugeniusz starał się być trochę dziarski – Wypłakałem się przed południem – mówił.

Jego żona dała mi to zdjęcie swojego ojca. Historia jaka się za tym zdjęciem kryje obezwładnia tak jak cały dzisiejszy dzień.

kaczo1

Nie jesteśmy Chrystusem Narodów, po prostu często dostajemy po dupie i wtedy lubimy tak myśleć. Kraj pełen ziemniaków, a w takich chwilach człowiek czuje się częścią tego grajdoła.