Katowice – Nikiszowiec: Pędzenie wielbłąda czyli grunt to nie uciekać…za szybko bo cię złapią

 nikisz.jpg

Najpierw Michał, który Nikisz fotografował dwa lata mówi, że nie mam się czego obawiać, że dzielnica spokojna, byle aparat na widoku nosić, z niczym się nie kryć, po prostu pokazywać, że się ma dobre zamiary – elementarz. No to zaczynam się bać.

Potem wielkie oczy tajniaków w niebieskiej skodzie (w całej Polsce kupili im takie same, cywilne niebieskie Fabie, jakiś obłęd). Zobaczyli mnie na skrzyżowaniu Czechowa i św. Annny i zapytali gdzie mam rozum, bo piątek wieczór, chłopcy się nudzą, chłopcy chcą wina, a nie mają za co, a ja obładowany towarem do skrojenia. „Czy Pan wie gdzie Pan jest?” – pytają. Mówię, że wiem ale inaczej się nie da. Żeby były zdjęcia muszę mieć aparat. „Ano właśnie, odpowiadają. Do zobaczenia”. To ich „do zobaczenia” przepełnione pewnością mnie zastanawia bo ja wcale ich drugi raz zobaczyć nie mam zamiaru. Może wiedzą więcej ode mnie.

Potem chłopcy rzeczywiście dają  popis i kilka podwórek zwiedzam  w dość ekspresowym tempie. Dostrzegam, że bawi ich sama gonitwa, takie podążanie za kimś na pograniczu biegu. Ja jestem wielbłądem więc na 100 metrów z nimi nie mam szans. Oni jednak nawet nie podejmują wyzwania.  Idąc w tempie Roberta Korzeniowskiego i rozglądając się gdzieś po fasadach budynków, że niby zwiedzam muszę wyglądać wybitnie idiotycznie więc w sumie się nie dziwię, że chłopcy mi towarzyszą. Wybieram trasę obok monopolowych, może się zaczepią. „Spierdalaj z tym aparatem” roznosi się przez kilka malowniczych przecznic więc spierdalam. Z każdym podwórkiem bardziej, modląc się by za kolejnym zakrętem w stylu „o tu jest malowniczo, może zerknę” nie spotkać ich kumpli.

A na koniec Marek Kocur mówi, że dzielnica raczej spokojna, nic się nie dzieje, od czasu do czasu coś ale gdzie tego nie ma. Młodzież się nudzi to trochę rozrabia, bez przesady. Gdy mam wychodzić zerka za okno i rzuca od niechcenia: „To ja cię może pod hotel odprowadze, co będziesz tak sam chodził”