Karl miał 9 lat gdy po raz ostatni widział Kupferberg. Był czerwiec 1946 roku, lało jak diabli i przez drewniany dach wagonu sączyła się woda. Gdzieś pod Marciszowem pociąg zatrzymał się więc Karl przecisnął się przez ciżbę panującą w wagonie i wyjrzał na zewnątrz. Przez strugi wody dojrzał dwie wieże kościołów w Kupferbergu. Nigdy więcej miał ich już nie zobaczyć.
Podróż trwała trzy dni. Wszyscy w transporcie mieli białe opaski na ramionach. Nie wolno było im ich zdejmować, zwłaszcza na postojach w miastach. Polacy i Rosjanie często spędzali tych z opaskami w jedno miejsce i profilaktycznie dezynfekowali. W Legnicy pociąg stał na bocznicy cały dzień. A potem ruszyli na zachód. Na moście w Węglińcu zaczynały się Niemcy. Dno wąwozu pod tym mostem usłane było białymi opaskami. Matka zdarła opaskę także z ramienia Karla i wyrzuciła na zewnątrz. Chłopiec długo patrzył jak biały skrawek płótna swobodnie szybuje na sam dół.