Od czasu do czasu dostaję wiadomości od czytelników „Miedzianki”, którzy dopisują do tej książki nowe detale, albo nawet całe rozdziały. Dziś dostałem to:
„Witam serdecznie. W latach sześćdziesiątych w każde wakacje jeździlem do Miedzianki na kolonie. To był uroczy zakątek. Domem kolonijnym był dawny pałac. Byłem świadkiem grania czaszką w piłkę. Zajście miało miejsce dlatego, że w odpowiedzi na pytanie czyj grób ( to była kapliczka murowana ze zdemolowaną ścianą) dzieciaki usłyszały od miejscowego , że był to niemiecki aptekarz, który otruł wielu Polaków. Stąd w ramach zemsty tak potraktowali czaszkę. Co do kryształów z żyrandola to za moich czasów walały się po podłodze a na strychu było mnóstwo niemieckich książeczek do nabożeństwa”