na hel

Pojechałem dziś na koniec Polski, żeby przekonać się, że bez sensu było tam jechać. Przez całą drogę widziałem na horyzoncie ciężkie chmury ale nade mną ciągle było niebieskie niebo i świeciło słońce. Zrobiłem może ze trzy zdjęcia. Wracając z premedytacją wjeżdżałem we wszystkie kałuże.

W Juracie jakiś nadziany koleś powiedział, że nie mogę stać obok jego płotu i patrzeć na jego dom. Wyszedłem z roli obserwatora i powiedziałem mu, żeby mnie pocałował w dupę.