Od strony Piwnicznej można tam tylko dojść, dojechać się nie da, chyba że terenowym motocyklem. Od północy wiedzie jakaś droga, a w samej osadzie stoją jakieś samochody, ale gdy przyjdzie porządna zima?
Osada nie ma nazwy, pewnie jest częścią Piwnicznej Zdrój bo to najbliżej, 2 godziny marszu przez góry. Jest tutaj wszystko, tyle że mniejsze. Jest kaplica, wygląda jak rozbudowany przystanek autobusowy albo bardzo zadbana szopa na drewno. Zamknięta na klucz, w środku wszystko jak w prawdziwym kościele…ołtarzyk, tabernakulum, otwarta księga. I dwa rzędy ław, więcej się nie zmieści i tak z resztą nie ma takiej potrzeby bo miejsca wystarcza dla wszystkich. Atut kaplicy – widok na dolinę Popradu i dalej aż na Słowację.
Jest też bar, akurat nieczynny, a na płocie obok reklamy lodów koral siedzi kogut. Obok barak z falistej blachy z reklamą piwa ale czy rzeczywiście był budką z piwem? Tu w górach, dwie godziny od Piwnicznej, w osadzie liczącej sobie pewnie nie więcej niż 20-30 mieszkańców? A może im po prostu zostało trochę blachy i zbudowali tą szopę, i ta reklama piwa to tu tylko przez przypadek jest.
Na obrzeżach osady usypano z kamieni prowizoryczny kurhan. Właściwie to fajnie jest myśleć, że to kurhan choć pewnie nim nie jest. Można na nim siedzieć i spoglądać na północ w kierunku Przełęczy Bukowina. I jak się będzie miało szczęście to drogą przejedzie konny wóz, taki rozsypujący się, który na każdym wyboju sprawia wrażenie jakby miał się obrócić w stertę drewnianych klepek. Jest taka osada gdzieś między Piwniczną a Przełęczą Bukowina. Czyli gdzieś absolutnie nigdzie.