Lublin
Schodzę rano do recepcji hotelu. Tłok jak cholera bo przyjechała wycieczka młodziezy z Izraela i będą pewnie zwierzać Majdanek. Walizki i harmider. Oddaję klucz. Wychodzę. Pod hotelem stoi pani z trzema jamnikami na smyczach i koleś w jaskrawym wdzianku, który przeprowadza dzieci przez ulicę. Gadają, jeden z jamników trochę szczeka. On do niej:
– Ja wiem czemu on szczeka, bo tam w środku są Żydki i to na nich szczeka.
Tak, jeszcze trochę „Pokłosi” musi powstać.