Na Lens Blogu New York Times’a jest dość ciekawa opowieść o losach Benjamina Lowy. O tym jak szukał pracy w mieście i jak go odsyłali z kwitkiem. W krótkim fotokaście fotograf opowiada jak jednego dnia fotografował wojnę w Iraku i przeżył atak zamachowców – samobójców, drugiego dnia został wysłany na Tydzień Mody w Milanie. I niby wiadomo, że tak jest, że „się jeździ”, że ciągle w ruchu, w podróży, że „żyjesz na walizkach”. Ale jak się słucha gdy on tak spokojnie porównuje oba „pola bitew” – to w Iraku i to na tygodniu mody w Milanie, jak głównym jego problemem jest znalezienie odpowiedniej estetyki dla każdej z tych „wojen” to jednak robi się człowiekowi jakoś nieswojo.
- Miało być o przedmieściu (ale znowu zupełnie nie wyszło)
- M. w szafie