Pierwsza podróż po miesiącu w jaskini. Samochodem na południe. Po drodze, w Radomiu, Skarżysku, w Kielcach i Busku kolorowe bloki. Są bezlitosne dla krajobrazu, nie ma zmiłuj. W Krynicy fioletowa knajpa pamiętająca środkowy PRL. Na froncie dumny napis „Oberża”. Z boku ktoś dostawił słomiany daszek, żeby było „po góralsku”.
W drodze powrotnej jechaliśmy przez Stróże. M. mi powiedział, że teraz Kolejarz Stróże gra w I lidze. Na mecze przyjeżdża tam Arka Gdynia i inne zespoły z dużych miast. Wyobrażam sobie jak ich kibole wysiadają z pociągu i rozglądają niepewnie po peronie. Wystarczy, że przyjedzie ich pięciu i mogą te Stróże po prostu wymazać z mapy. Ale my nie zatrzymywaliśmy się przy boisku. Po prostu przemknęliśmy obok tamtej stacji benzynowej, o której pisał wiadomo kto i pojechaliśmy dalej. Im więcej jeżdżę po Polsce tym bardziej doceniam wysokie wały i ekrany dźwiękoszczelne wzdłuż dróg. Porządkują pejzaż. Robię nudne zdjęcia szosy i patrzę przed siebie. Jestem tylko pasażerem, w miasteczkach i wsiach mogę po prostu zamykać oczy.