Dziś spotkała mnie jedna z najdziwniejszych rzeczy w życiu. W stoczni miła pani powiedziała mi, że nie może pozwolić mi fotografować, gdyż jakiś czas temu był tutaj pewien fotograf i robił zdjęcia, a wyjeżdżając zastrzegł, żeby już nigdy żadnego fotografa nie wpuszczać, bo się będą zdjęcia powtarzały. Chętnie spotkałbym tego pana, najlepiej w ciemnej uliczce. Uprzejmie go informuję, że zdjęcia i tak wykonałem, więc pewnie będziemy mieli „takie same”.
Na archiwalnych zdjęciach jakie udało mi się wyciągnąć od rybaków nie ma morza. Tzn. jest ale zawsze w tle, kompletnie nieistotne. Są kutry, ryby, port, przetwórnia. Jest nawet fotografia kibelków w Belonie. Wczoraj jeden z rybaków przeglądając album trafił w końcu na jedno zdjęcie, na którym jest plaża i kawałek morza. Popatrzył i mówi:
– A to jakieś morze. Nie wiem po co zrobili…
Dostałem wczoraj film, który nagrał jeden z rybaków, gdy jego kuter wychodził z portu na kasację. Powiedział, że lepiej, żebym sobie to obejrzał, bo on nie za bardzo umie mi to opowiedzieć. Dziś zadzwonił i zapytał co o tym myślę i jak mi się podobało. Szczerze mówiąc odebrało mi mowę.