Sulina – delta Dunaju – 12-13.08.2008

sulina21.jpg

sulina1.jpg

Sulina to podobno kraniec Europy. Nie wiem czy tak jest, z mapy wynika, że tak, że Sulina to kraniec lądu. Z resztą ten ląd kończył się już w Tulczy. Pojawiał się i znikał, tutaj znikł zupełnie pod brudnawymi i pełnymi jakichś białych larw wodami Morza Czarnego.

Z miasta na plażę jeżdżą trzy prywatne busy. Za 1,5 leja w jedną stronę nie trzeba iść w piekącym upale zakurzoną drogą. Ale wtedy nie zobaczy się cmentarza, krów idących skrajem drogi i krowich placków na środku czegość co pewnie za kilkadziesiąt lat będzie promenadą kiczu i tandety „made in Romania”.

Może ten przyspieszony oddech kontynentu, o którym pisał Stasiuk słychać tu tylko czasami? Ja tu widzę rozpad, ale może widzę mało. Może w kolesiach grających bez przekonania w siatkę widzę nie to czym są naprawdę?

Wstałem o 6 i poszedłem plażą do ostrogi. Po drodze mijałem ruiny wzniesionych wczoraj zamczysk. W nocy morze podmyło ich muszelkowe mury i całe budowle legły w gruzach. Morze szybko równało krajobraz. W połowie drogi minąłem jakąś parę. Widziałem ich chyba na promie ale głowy nie dam. Teraz za wszelką cenę chcieli przewrócić do morza wyrzucony wcześniej na brzeg olbrzymi korzeń drzewa. Ona była mała, drobna i miała mokre włosy. Z całych sił zapierała się próbując wciągnąć kłodę do wody. On unosił z drugiej strony. Wyraźnie im nie szło, ale zupełnie się tym nie przejmowali. Była szósta rano, a oni po prostu postanowili to i owo uporządkować. Korzeń był jedyną rzeczą w zasięgu wzroku, która by kaleczyła krajobraz.

Sulina jest bez przekonania. Nawet w barze ludzie mówią przyciszonymi głosami. Miasto wygląda jak atrapa, przy głównym bulwarze tętni życie ale wystarczy wejść za pierwszy rząd domów by nabrać przekonania, że Sulina to takie westernowe miasteczko dla rumuńskich wczasowiczów, których nie stać na Mangalię. Z tyłu jest kurz, rozpadające się bloki, staruszkowie siedzący przed domami. Sama plaża też wygląda tak, jakby ktoś bał się zarzutu, że jest morze, a nie ma się gdzie kąpać. Raptem 3 kilometry szarego piasku wymieszanego ze  śmieciami. Nic co chciałoby się zapisać trwale na kliszy albo w pamięci.