to die in Die

Jedzenie w samolocie z Warszawy wyglądało tak, jakby ktoś je już wcześniej jadł i tylko dla niepoznaki położył na wierzchu kulkę świeżej mozarelli.

W Monachium wiatr jak na reklamie lakieru do włosów i blond panowie w dobrych garniturach z nieśmiertelnymi uśmiechami Colgate przyklejonymi do twarzy. Każdy z nich dzierży plik gazet. A więc jeszcze nie umarły!

W drodze do Lyonu białe Alpy na horyzoncie, które wyglądają jak trochę inne chmury. Koleś mówi, że mijamy Mount Blanc. Chcę popatrzeć ale jakieś francuskie dzieciaki przyklejone do szyby zasłaniają mi widok. Zresztą nawet nie wiem czy francuskie bo jest ich troje , a mówią w czterech językach. Tak czy inaczej zasłaniają. Mogę tylko patrzeć w drugą stronę ale tam jest płasko i nudno. Za to jedzenie jest lepsze. Czyli wiadomo, że antypolski spisek Lufthansy. Chcą nas zniechęcić do ruszania się z miejsca, wolą jak siedzimy u siebie, więc serwują ten shit, myśląc, że nam się odechce. Ale my jesteśmy twardzi. Nie takie gówna się jadło, nie w takich warunkach latało. Jakby szefowi Ryanaira pozwolili wprowadzić miejsca stojące w samolotach Europa już dawno byłaby nasza.

Z Lyonu do Valence, z Valence do Die. Na boisku piłkarskim w Crest pasą się konie, w Sillance słońce w końcu chowa się za góry i krajobraz staje się matowy i wilgotny. Namioty nad rzeką. Oglądam Francję jakiej bym sobie chyba nie wymyślił. A potem jest już Die i wszystko wraca na stare tory oczekiwań. Czyli jest uroczo. Kamień, dachówka, wąskie uliczki, pastelowe okiennice i uśmiechnięci ludzie pijący wino. Można rzygać tęczą   ;   ).

W jednej z ostatnich prac Elżbieta Cieślar zapytała swoich sąsiadów czym jest dla nich wolność. Pewien chory na Alzheimera mieszkaniec Die odpowiedział, że ?wolność to wszystko, z wyjątkiem byle czego?.

W Die mieszka też pewien anarchista, który przez kilka lat walczył tylko o to by część miasta, w której mieszka nazywała się wspólnotą, a nie dzielnicą. Udało mu się i teraz on i jego sąsiedzi mają to w papierach. Niby fajnie ale czy to znaczy, że oni już tam nie mają poważniejszych problemów? Chyba mają. Na ostatnie spotkanie organizacji pozarządowych działających w Die przyszli przedstawiciele 45 stowarzyszeń. Frekwencja była tak mała, bo spotkanie zwołano w dzień powszedni i członkowie 30 pozostałych nie mogli się urwać z pracy. Die liczy sobie 4500 mieszkańców.

Nie umiem nie mieć kompleksów we Francji. I pewnie dlatego nigdy nie nauczę się ich języka. Kalecząc francuski miałbym poczucie, że dokonuję zbrodni na czymś ważnym i wartościowym . Czułbym się jak prostak. Podobnie mógłbym się czuć gdy kaleczę angielski ale na szczęście powstały Stany Zjednoczone i one wydają się być usprawiedliwieniem dla wszystkich językowych błędów, nawet tych ortograficznych.