Tratwa

Cztery lata temu zadzwonił do mnie Piotr Jasiczek i zapytał czy nie pojechałbym z nim pod Sieraków by napisać reportaż o jego przyjacielu, który rzucił wszystko, wyprowadził się na wieś i zbudował tam tratwę. Ponieważ nie wierzę w takie ucieczki zgodziłem się. Pojechaliśmy. Wieś nazywała się Chorzępowo i była na końcu świata. Przyjaciel Piotra nazywał się Grzegorz Borowski i rzeczywiście wybudował tratwę, którą nazwał ?Pantha Rei?. Siedzieliśmy pod jego wiązami, patrzyliśmy na parującą rzekę, a on opowiadał dlaczego to zrobił. Napisałem reportaż, zapomniałem o sprawie.

Grzegorz Borowski zadzwonił do mnie kilka dni temu i powiedział, że płynie właśnie swoją tratwą do Poznania. I że bardzo chciałby się tam ze mną spotkać. Poszedłem dziś na cypel, na którym od kilku lat powinna być już marina ale jej nie ma bo się nie da. ?Pantha Rei? stała przycumowana do kołka wbitego w ziemię. W środku na ścianie wisiał oprawiony w ramkę tamten reportaż ze zdjęciami Piotra. Na wysięgniku za rufą kiwał się telewizor:

– Czasami go trochę moczymy. Tak żeby pamiętać o priorytetach ? powiedział Borowski. Siedzieliśmy, piliśmy kawę, rozmawialiśmy. Zapytałem go czy niczego nie żałuje. Powiedział, że nie. Ale ja nadal w te ucieczki nie wierzę.